Reklama

Kocia stadnina w Kadynach

. "Nie tuczymy ich"

15/03/2013 13:58

Kiedyś w tym miejscu działała stadnina. Teraz miejsce koni zajęły... koty. Od kilku lat dokarmia je mieszkające obok małżeństwo. — To całkiem spora gromadka, jest ich tam ponad dwadzieścia. Coraz trudniej nam je żywić — mówi pan Kazimierz.



Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt spowodowała, że od ubiegłego roku gminy zobowiązane są do tworzenia rocznych programów opieki nad zwierzętami i zapobiegania ich bezdomności. Zgodnie z przepisami powinny one zostać przyjęte uchwałą rady miejskiej do końca marca. Większość gmin ma już swoje programy. Podczas ostatniej sesji przyjęto go również w Tolkmicku. 

— Nie ukrywam, że zapewnienie odpowiedniej opieki zwierzakom to dla budżetu gminy spory wydatek — przyznaje Maria Małysko, sekretarz miasta i gminy Tolkmicko. — Jednak takie są przepisy i pieniądze na dokarmianie bezdomnych kotów, czy miejsce w schronisku, po prostu muszą się znaleźć. 



Przez lata karmiliśmy za swoje


Opieka nad bezdomnymi zwierzętami nie byłaby jednak możliwa bez udziału mieszkańców, którzy dobrowolnie zajmują się bezpańskimi kotami i psami. Tak jest właśnie w Kadynach. Dawną stadninę koni zamieszkuje obecnie ponad dwadzieścia kotów. Ich dokarmianiem od kilku lat zajmuje się mieszkające w pobliżu małżeństwo. 

— Przez długi czas kupowaliśmy karmę za własne pieniądze. Nie powiem, ciężko było, ale przecież nie mogliśmy zostawić tych zwierząt na pewną śmierć. Od połowy ubiegłego roku pomaga nam gmina — mówi pani Maria. 
— Na początku ta pomoc była większa. Kupowaliśmy wtedy karmę w sklepie, a rachunki płaciła gmina. Teraz dostajemy już tylko suchą karmę, która nie zawsze wystarcza na cały miesiąc. Więc nadal częściowo musimy je dokarmiać sami — dodaje pan Kazimierz.



Nie utuczymy ich, tylko pomożemy przetrwać

Gmina potwierdza, że początkowo pomoc z ich strony była większa. Jednak takie dokarmianie okazało się zbyt dużym obciążeniem.

— W całej gminie jest pięć osób, które dokarmiają koty. Mieszkają w Tolkmicku, Pogrodziu i Kadynach. Pokarm, który kupowały, była po prostu za drogi. Dlatego w tej chwili sami dostarczamy im suchą karmę. Naszym zadaniem jako gminy nie jest utuczenie tych kotów, tylko zapewnienie im przetrwania. W tej chwili i tak wydajemy na to 1000 zł miesięcznie — dodaje Małysko.

— Nie ukrywam, że i z takiej pomocy się cieszymy — przyznaje pani Maria. — Jednak tych kotów, już jest dużo, a za jakiś czas będzie jeszcze więcej, bo przecież nie są sterylizowane. Może się okazać, że pomoc z gminy nie wystarczy.
naj

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama