Reklama

Napisali do nas: Szymon Majewski opowiada, jak powstaje Szymon Majewski Show

10/04/2011 09:06

Wiem, że według wielu ludzi przesuwam jakieś granice dowcipu. Staram się jednak żeby śmiać się ze wszystkich po równo - mówi Szymon Majewski o swoim programie "Szymon Majewski Show".

W czwartek(07.04) kilkoro uczniów klasy medialnej z II Liceum Ogólnokształcącego uczestniczyło w nagraniu programu rozrywkowego TVN-u „Szymon Majewski Show”. Po nagraniu Szymon zgodził się na kilkunastominutową rozmowę.

- Ile osób pracuje nad programem?
- To zależy kiedy. Dzisiaj widzieliście cały zespół, wozy transmisyjne itd. Podejrzewam, że mogło tu być nawet ze 100 osób. Ścisła redakcja składa się z około 30 osób. Jest też grono 8-10 osób, które zajmuje się sprawami czysto kreatywnymi, wymyślamy teksty.

Czy bierze Pan udział w pisaniu tekstów?
- Oczywiście, że tak. Chociaż nie jest już tak jak kiedyś, że wszystko od początku do końca było na mojej głowie. Jest też tak, że część prac mogę zlecić współpracownikom. Wszystko musi przejść przez moje ręce, Ja generalnie wszystko „klepię”. Nic nie wychodzi poza mój, mój (chwila zawahania) no właśnie moją redakcję!

- W jaki sposób dobierani są goście?
- Przeróżnie. Albo mamy jakiś pomysł związany z aktualnymi wydarzeniami, albo nie mamy pomysłu (śmiech). Bywa różnie czasami ktoś nie może, albo my mamy jakieś swoje marzenia, pomysły. Czasami jest kogoś trudno namówić, chociaż na ogół wszyscy chcą przyjść, ale mimo wszystko jest to trudne.

- Co jest najważniejszym momentem programu?
- Rozmowa z gośćmi jest kluczowym punktem programu. Wszystko inne możemy sami przygotować, natomiast tutaj nigdy nie wiadomo, ponieważ różne są temperamenty gości i różne poczucia humoru. Jedni się świetnie bawią, drudzy nie za bardzo rozumieją nasze dowcipy. Wszystko to wymaga dużo pracy, żeby wyszło coś naprawdę fajnego. Nad niektórymi rzeczami możemy mieć kontrolę, jak np. „Rozmowy w tłoku”, są pisane dużo wcześniej, odbywają się próby. Tu mamy 95% przygotowania. Musielibyśmy się bardzo mocno postarać żeby coś nam nie wyszło. Nigdy do końca nie wiadomo jak wyjdzie rozmowa z gośćmi.

Czy i jak przygotowuje się Pan do rozmowy?
- Zawsze mam przygotowane zagadnienia, powiedzmy 5-6 rzeczy, a wokół tego już sobie improwizuje. Mam jakiś punkt wyjścia i staram się ciągnąć rozmowę tą stronę jak najbardziej się da. Staram się zabawić, wejść w jakąś sytuację. Zdarzają się tacy goście, którzy sami opowiadają i od razu jest świetna zabawa, ale niektórych trzeba rozkręcić. W takiej sytuacji zadaje śmieszne pytanie i nagle okazuje się, że goście mogą powiedzieć o wiele więcej. Czasami bywa tak, że nie ma dobrego wyjścia i odczuwa się, że od początku do końca wychodzi porażka.

- Kto wymyśla i pracuje nad prezentami?
- Na początku najczęściej były to moje pomysły. Teraz pracuje nad tym cały zespół, podrzucają mi pomysły i ja to akceptuje lub nie. Prezenty wykonują bardzo fajni ludzi m.in. Tomek z Częstochowy i Kędzior z Warszawy. Bywały sytuację, że prezenty nie działały, kiedy na próbie było wszystko w porządku. Chłopacy zawsze robią prezenty w ostatniej chwili. Dajemy im 2 lub 3 dni na ich wykonanie. Zazwyczaj chłopaki przywożą je w ostatniej chwili. Powiedzmy prezent dla Kasi Zielińskiej wykonywany był przez noc, ponieważ dopiero dzień przed programem wpadliśmy na pomysł, wjechał do studia w ostatniej chwili. Mamy sprawdzoną ekipę i zawsze mamy przy tym fajną zabawę.

- Czy pomimo dużej praktyki, podczas wystąpień dalej pojawia się stres?
- Zdecydowanie jest. Przed każdym programem zawsze się denerwuje , nigdy nie wiem jak wypadnę, jakie będą reakcje publiczności, czy będą się bawić. Dla mnie bardzo ważna jest publiczność bo to właśnie ona daje mi energię. Zawsze staramy się, żeby byli to ludzie, chociaż częściowo zainteresowani programem , którzy wiedzą o co chodzi. Publiczność jest zasadniczą rzeczą, im więcej dają energii czyli im lepiej się bawią tym lepiej chcę przed nią wypaść, chcę dać z siebie jeszcze więcej. Widownia jest moim motorem napędowym. Kiedy czuje się spontaniczne, fajne reakcje to można dać z siebie więcej, zacząć improwizować czy wygłupiać się.

- Jak Pan uważa czy humor prezentowany w programie trafia do publiczności?
- Trudno powiedzieć. Humor i żart jest czymś bardzo subiektywnym. Program jest dla różnych ludzi. Z tego co wiem to ludzie różnie odbierają program, jedni kompletnie nie rozumieją o co chodzi w żartach, a drudzy czekają i są fanami różnych żartów i parodiowanych postaci. Zdecydowanie taka sytuacja dotyczy „Żartburgera”. Kogo może śmieszyć facet, który zaczepia ludzi na ulicy i opowiada im nie śmieszne żarty? A jednak komuś się to podoba. Ja to nazywam sumą wszystkich wstydów, ale i tak bardzo to lubię.

- Czy zdarza się, że ekipa „wykręca Panu jakiś numer”? Czy przybycie Krzysztofa Ibisza było zaplanowane?
- Nie! Nie ja nic nie wiedziałem. Często ekipa robi mi jakiś numer, tak jak dzisiaj, kiedy zaprosiła Krzyśka Ibisza. Byłem w szoku. Przecież przez kilka tygodni darliśmy z niego łacha, byłem pewny, że on się trochę obrazi. Nagle się odwróciłem i go zobaczyłem, kompletnie nie wiedziałem co robić i co się będzie działo. W pierwszej chwili myślałem że może kogoś przebrali, ale później zobaczyłem, że jest za podobny. Kompletnie mnie to rozwaliło.

- Jakie są reakcje na Ędwarada Ąckiego, w którego się Pan wciela?
- Zazwyczaj jest śmiesznie. Są też reakcje negatywne, nie jest ich nie wiadomo jak dużo, ale są. Ostatnio otrzymaliśmy zakaz wchodzenia do sejmu. Ciekawe jest to, że za czasów PIS-u do sejmu wchodziliśmy bez problemu. Jako Majewski się wstydzę, jako Ącki zawsze mogę więcej, nie znam umiaru. To jest śmieszne, że ja się za niego chowam. Mimo tego nadal widzę emocje niektórych ludzi i muszę się pilnować, żeby nie przegiąć.

- Czy nie za bardzo przesuwa Pan granicę dowcipu?
- Wiem, że według wielu ludzi przesuwam jakieś granice. Staram się jednak żeby śmiać się ze wszystkich po równo. Jeśli robię sobie jaja z Donalda Tuska to i z Jarka Kaczyńskiego. Wygląda na to, że głównie śmieję się z PIS-u, ale to dlatego, że partie konserwatywne i raczej prawicowe mają mniejszy dystans do siebie i są bardziej nazwijmy to „obrażalskie”. Mimo takiego stereotypu np. Paweł Poncyljusz potrafił wejść w każdą sytuacje, pośmiać się i pożartować.

Jakie łączą Pana stosunki z Kubą Wojewódzkim?
- Dogadujemy się bez problemu. Prowadzimy jednak różne życia. Jesteśmy chyba sobą nawzajem zaciekawieni. Kuba ciekawi się tym jak mogę być z jedną kobietą ponad 20 lat, ja ciekawie się tym jak często można zmieniać dziewczyny. On chyba uważa, że jestem jakimś skrajnym zakonnikiem, który wybrał wręcz celibat. Mamy także kompletnie różny gust. Spójrzmy na to ze strony samochodu. Wolę samochód, na który, kiedy postawie go na parkingu, nikt nie zwróci uwagi. Kuba woli czerwone, sportowe auta. Ja jestem kameralny i bardzo rodzinny. Kibicuje Kubie, żeby założył rodzinę. On lubi przekraczać granicę, łamać zasady i nigdy nie odpuszcza. Ja chyba bardziej czuje emocje ludzi, może jestem trochę za bardzo harcerski.

- Jak widzi pan przyszłość swojego programu?
- Chciałbym go robić w nieskończoność (śmiech). Z drugiej strony nie chciałbym zamęczać ludzi. W telewizji komercyjnej to widzowie wystawiają surową ocenę, to oni w pewien sposób decydują czy masz to robić dalej czy nie. Ja mam zabawę cały czas i strasznie się cieszę jak tu przyjeżdżam. Cały czas mam tremę , to takie uczucie zakochania - motyle brzuchu.

Widać, że Szymon jest zdecydowanie normalnym człowiekiem, chyba właśnie dzięki temu jest tak bardzo lubiany przez całą ekipę pracującą na planie. W trakcie rozmowy konsekwentnie odpowiadał nie tracąc przy tym swojego poczucia humoru.
Michał Gzowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama