Reklama

O chłopie z ulicy Grochowskiej

19/02/2016 13:12

W pamięci dawnych elblążan utrwalił się fakt, iż na dzisiejszej dzielnicy Zawada, dawnej Kolonii Pangritza, oprócz robotników fabrycznych mieszkali również chłopi. To oni, oprócz uprawy ziemi leżącej na peryferiach miasta, trzymali w swoim miejscu zamieszkania także trzodę chlewną, krowy, konie, króliki i wszelkie ptactwo domowe. Chłopów można było także spotkać w centrum Elbląga.

Chłopi mieszkali także w centrum Elbląga, między innymi przy ul. Nowowiejskiej, Traugutta, Nizinnej i na Wyspie Spichrzów. Jednym z nich był Artur Friedrich, który pochodził z chłopskiej rodziny zasiedziałej od wieków przy dawnej Grubenhagen 25, czyli dzisiejszej ul. Grochowskiej, okalającej Wyspę Spichrzów od północy. Dawniej z lotu ptaka ulica ta przypominała wiele wsi leżących na Żuławach, rozciągniętych wzdłuż grobli, wałów nadrzecznych, czy kanałów odpływowych. Otynkowany i pomalowany na biało, z ozdobnymi okiennicami dom mieszkalny oraz zabudowania gospodarcze (stajnia, obora, szopa na drewno i remiza na pojazdy) Artura Friedricha stały pośrodku przebiegu wybrukowanej „kocimi łbami” ul. Grochowskiej. Jego sąsiadami były także gospodarskie rodziny Johannesa Lange i Johanna Gosa. Dom mieszkalny A. Friedricha, jak widać na zdjęciu, był ogrodzony sztachetami, a na jego zaplecze prowadziła szeroka brama wjazdowa. [piano]

Tutaj często wylegiwały się domowe psy, pilnujące obejścia. Za dziedzińcem wewnętrznym znajdował się ogród warzywny z małą cieplarnią oraz sad. Tutaj też, jako jedna z niewielu, była studnia wyposażona w ręczną pompę. Ogród z sadem nie był w ogóle ogrodzony, a namiastkę tego ogrodzenia stanowił żywopłot. Za ogrodem znajdował się rów odpływowy szerokości około jednego metra, który był jednocześnie granicą miasta od strony północnej. Natomiast przed dzisiejszą ul. Nowodworską, przy tzw. Zimowym Trifcie (niem. Wintertrift – dzisiaj ulica Nizinna) prowadzącym w kierunku Bielnika, znajdowały się pola uprawne należące do tego gospodarza. Były tu też pastwiska, na które wypędzano wiosną krowy, a zabierano je do obory późną jesienią.

Krowy musiały być w ciągu dnia dwukrotnie dojone w miejscu wypasu, a mleko dostarczano zaprzęgiem jednokonnym do domu gospodarza Artura Friedricha. Znaczną jego część sprzedawano na miejscu - stałym klientom. Oczywiście takie praktyki nie podobały się wielkiemu potentatowi na elbląskim rynku mlecznym – firmie Hermanna Schroetera. Zabytkowy dom mieszkalny gospodarza A. Friedricha znajdował się już przed wojną pod opieką konserwatorską, jak również dom jego sąsiada – J. Gosa, jedyny zachowany wówczas dom podcieniowy (Vorlaubenhaus) na Wyspie Spichrzów (ul. Grochowska 23). Podcień tego domu był wsparty na czterech drewnianych kolumnach. I co ciekawe – na posesji J. Gosa jeszcze na przełomie XIX i XX wieku stał młyn-wiatrak! W pobliżu domostwa A. Friedricha funkcjonowała piekarnia niejakiego Griffke, był też rzeźnik Gustaw Päserack, działał sklep kolonialny, a tradycyjnym miejscem spotkań towarzyskich i osiedlowych plotek był magiel prowadzony przez rodzinę Lange.

Przy ulicy Grochowskiej 32 był też tartak i fabryka drewnianych gwoździ i dykty Hermanna Schillinga, a w fosie leżakowało drewno spławiane tutaj m.in. Kanałem Elbląskim z okolic Ostródy. Pod adresem ul. Grochowska 1 mieszkał Johannes Frühstück, który zajmował się handlem drewnem i węglem.
Dużego uroku tej ulicy nadawały przed wojną stare spichlerze zbożowe oraz drewniany Mostek Gdański, przerzucony nad fosą. Dzisiaj jest tu bardzo nieciekawy most betonowy, który już dawno temu miał zastąpić most podnoszony znajdujący się nad rzeką Fiszewką w Szopach.

Mówiono, że nie tylko w obejściu gospodarza A. Friedricha „czas zatrzymał się w miejscu”, także w innych. Tym bardziej że w domach używano do oświetlenia lamp karbidowych, kaganków, a w gospodarstwach tak starych sprzętów jak: cepy, kołowrotki, sierpy, sań zimowych, a bywało też iż do furmanki zaprzęgano kozła. Urok dawnych czasów w gospodarstwie A. Friedricha przywoływał również duży kierat wykorzystywany do omłotów zboża, produkcji sieczki oraz transportowania worków ze zbożem na wyższe kondygnacje spichlerza. W sumie była to nieco ogłupiająca (nawet dla konia) praca, zdarzało się więc, że po takiej harówce w kieracie, koń podpadał pod leczenie weterynaryjne.

Mieszkańcy ulicy Grochowskiej, Nizinnej jak i całej Wyspy Spichrzów, bez względu na pozycję społeczną, mówili sobie per „ty” i bez jakichkolwiek zahamowań porozumiewali się w elbląskim dialekcie (Stripp, strapp, strull, ist der Eimer noch nicht vull…?) – Strzyk, strzyk, bul, bul, wnet wiadro będzie mleka full.
Lech Słodownik
Zabytkowy dom mieszkalny gospodarza Artura Friedricha znajdował się już przed wojną pod opieką konserwatorską, jak również dom jego sąsiada – J. Gosa, jedyny zachowany wówczas dom podcieniowy na Wyspie Spichrzów. Podcień tego domu był wsparty na czterech drewnianych kolumnach
Lech Słodownik

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama