Pociągiem z Elbląga do Gdańska w 27 minut? To możliwe – przekonuje senator Jerzy Wcisła. Koszt takiej inwestycji? Nawet 9 miliardów złotych. Ale zysk – liczony w ludziach, czasie i szansach rozwojowych – może być nieporównywalnie większy.
W senatorskim biurze przy ul. Hetmańskiej w Elblągu odbył się briefing prasowy poświęcony perspektywom budowy nowego połączenia kolejowego na trasie Elbląg – Nowy Dwór Gdański – Gdańsk.
Dla wielu osób skrócenie czasu dojazdu z Elbląga do Gdańska okazałoby się zbawienne. Według danych Urzędu Miejskiego w Elblągu około 6 tysięcy elblążan codziennie dojeżdża do pracy w Trójmieście, a 5 tysięcy korzysta rocznie z tamtejszych szpitali. Do tego dochodzą jeszcze ci, którzy korzystają z zasobu kulturalnego i turystycznego nie tylko Gdańska, ale i Trójmiasta.
Wcisła podkreśla, że obecne połączenie kolejowe Elbląga z Gdańskiem przez Malbork i Tczew jest niewystarczające. – Dziś jedyne połączenie kolejowe to przez Malbork i przez Tczew. To połączenie trwa 1,20-1,40 godziny, żeby dojechać do Gdańska. Przez Nowy Dwór Gdański do Gdańska dojedziemy w pół godziny – mówi.

Tłumaczy też, skąd bierze się to wyliczenie. – Między dworcem w Elblągu a dworcem Gdańsk Główny siódemką są 64 kilometry. A wiadomo, że drogi kolejowe są zwykle krótsze niż drogowe. To przy tej prędkości pokonalibyśmy trasę w ciągu 27 minut. A po linii prostej między dworcem jednym a drugim są 54 kilometry, czyli w dwadzieścia parę minut do Gdańska jesteśmy w stanie dojechać – informuje.
Zwraca także uwagę na straty czasu. – Jeżeli pasażerowie jadą przez Malbork i Elbląg, jadą godzinę dłużej. W dwie strony to są dwie godziny. W ciągu miesiąca – 42 godziny straty. W ciągu roku to jest 500 godzin straty. Jeśli pomnożymy to przez 6000 osób, to mamy roczną pracę równą 1500 etatom – wylicza.
Senator RP Jerzy Wcisła 27 listopada złożył do Ministerstwa Infrastruktury oficjalny wniosek w tej sprawie. Jak podkreśla, decyzja była poprzedzona „wielomiesięcznymi rozmowami i z PKP, i z Ministerstwem Infrastruktury”. – Najważniejszą częścią tego wniosku jest apel o natychmiastowe podjęcie prac nad studium wykonalności tego przedsięwzięcia. Bo my mówimy w tej chwili o pomyśle na połączenie kolejowe. Ale żebyśmy mówili o projekcie, to musimy mieć dokument. To się nazywa studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowe, ale w powszechnym rozumieniu to jest studium wykonalności – tłumaczy senator.
Studium ma wskazać realne warianty budowy, oszacować koszty i określić potencjalne korzyści społeczne, gospodarcze oraz środowiskowe. Jerzy Wcisła zwraca uwagę na to, że teren Żuław, przez który miałaby przebiegać nowa linia kolejowa, jest wyjątkowo trudny inżynieryjnie. – Mówimy o Żuławach, bardzo trudnym terenie do inwestycji, gdyż jest to obszar najmłodszy geologicznie, morfologicznie w Polsce i on ciągle jeszcze pracuje. Żeby budować cokolwiek na Żuławach, to bardzo często trzeba po prostu cały ten teren, gdzie będzie ta inwestycja, palować. I to będzie dotyczyło też budowy trasy kolejowej. Tak samo było zresztą przy budowie siódemki – przypomina.
Senator zwraca również uwagę na potencjalne skutki społeczne takich inwestycji. – Dochodzi też sprawa ewentualnych wywłaszczeń, likwidacji czasami całych miejscowości. Przypomnę, że gdy była budowana trasa S7, to zlikwidowano jedną wieś – Stare Babki. One zniknęły z mapy. Ludzie zostali przesiedleni w inne miejsca. I z tym się musimy liczyć – przestrzega.
Kolejnym wątkiem poruszanym podczas konferencji była możliwa strategiczna rola planowanego połączenia. – Będziemy prosili Ministerstwo Obrony Narodowej o wskazanie, czy taka inwestycja, takie połączenie będzie inwestycją podwójnego znaczenia, czyli inwestycją, która będzie służyła cywilnym celom, ale będzie też ważną inwestycją w chwili zagrożenia, czy to spowodowanego zagrożeniami środowiskowymi, a na Żuławach takie zagrożenia istnieją permanentnie, jak zagrożenie powodzi, czy sprawami związanymi z bezpieczeństwem ludności – mówi Wcisła.
Wcisła podkreśla też, że projekt może odegrać dużą rolę gospodarczą. – Port w Elblągu za dwa lata będzie funkcjonował w pełnym wymiarze i będzie mógł obsługiwać statki o określonych parametrach. To rodzi ścisłą współpracę między portem w Elblągu a portem w Gdańsku. Ja to sprawdziłem. Wiem, jakie statki są rozładowywane w Gdańsku. Jeżeli jacyś profesorowie, nazwijmy ich „nawiedzeni”, opowiadają, że nie ma takich statków, które mogłyby być rozładowywane w Elblągu, to mówię wprost: opowiadają bzdury. Sto sześćdziesiąt jednostek o takich parametrach pływa po południowym Bałtyku. Dziś są rozładowywane w Gdańsku. To 18 procent wszystkich statków rozładowywanych w Gdańsku – 45 procent ładunków i tylko 1,5 procent zysku. My jesteśmy w stanie zaoferować im lepsze warunki rozładunku – deklaruje.
I przypomina: – Niedawno odzyskaliśmy 200 milionów złotych na rozbudowę portu w Elblągu. Będziemy mieli powierzchnie przeładunkowe, będziemy mieli logistykę, bo siłą rzeczy ta logistyka powstanie. Dla wielu producentów w Trójmieście Elbląg będzie lepszym wyborem niż port w Gdańsku, nawet jeśli trzeba będzie przewieźć kontenery kilka kilometrów dalej koleją. Z Elbląga taniej i szybciej wywieziemy je w głąb Polski albo bezpośrednio do odbiorcy. To będzie wielki magnes, także dla samego Elbląga, jak i dla tej kolei.
W trakcie spotkania pojawiły się również dane demograficzne. – W 1999 roku Elbląg liczył 130 tysięcy mieszkańców, w 2024 roku już tylko 112 tysięcy. To już było policzone. I się to dalej pogłębia. Gdybyśmy uruchomili to połączenie: pół godziny do Gdańska, to, tak jak mówię, nikt nie wyprowadzałby się z Elbląga, gdyby miał pracę w Gdańsku – stwierdza senator. Zaznacza też, że Elbląg może stać się atrakcyjnym miejscem do życia. – Gdyby podróż koleją była półgodzinna, to wielu ludzi chciałoby mieszkać w Elblągu, w mieście spokojnym, niezakorkowanym, w mieście, w którym są atrakcje turystyczne – przekonuje.
Odnosząc się do rolnictwa i logistyki, senator dodaje: – Żuławy, o których tu już była mowa, to jest najżyźniejszy region rolniczy w Polsce. Polskie rolnictwo w 30 procentach produkuje zboże na zachód. Nie ma go – nie było jak wywieźć. Mieliśmy problem z portem w Gdańsku, bo tam były sprzedane nabrzeża, na szczęście nie do końca. Wycofaliśmy te umowy i w Gdańsku jest zbudowany Agroterminal Polska, który będzie obsługiwał polską produkcję rolną. A jak dotrzeć do tego portu ze zbożem? Najprościej wagonami. To zboże trzeba tam zawieźć, czyli musi być pociąg, który zatrzyma się w Nowym Dworze Gdańskim, i to zboże zostanie załadowane i wysłane do portu.
Poruszony został także aspekt ekologiczny. – Dzisiaj i w następnych latach największym wyzwaniem będzie radzenie sobie z zagrożeniami ekologicznymi. Czterdzieści tysięcy Polaków umiera rocznie z powodu zanieczyszczenia powietrza. Pociąg zanieczyszcza znacznie mniej niż transport samochodowy – argumentuje senator Wcisła i podkreśla: – My jesteśmy skazani na współpracę z Gdańskiem. I to jest dobre. Wszystkie wyliczenia, jakie chcą Państwo znaleźć, mówią o tym, że świat rozwija się wokół metropolii. Mamy jedną metropolię, śląsko-zagłębiowską, ale za chwilę będziemy mieli metropolię trójmiejską. Byłoby nieodpowiedzialne, gdybyśmy się z tą metropolią nie związali. I niezależnie od tego, czy my przystąpimy formalnie do tej metropolii, czy nie, to ona będzie oddziaływać na rozwój Elbląga. To też jest poza wszelką wątpliwością. Ta metropolia ma promień oddziaływania około 90-100 kilometrów. My jesteśmy w odległości 60 kilometrów. Musimy wejść w te powiązania i one będą generowały ładunki.
Senator Wcisła nie ukrywa, że realizacja projektu będzie kosztowna. – To jest, niestety, kula u nogi tego całego przedsięwzięcia, bo te koszty będą ogromne. Inwestycje na Żuławach są drogie. Mosty – to nie jest analiza konkretnego przedsięwzięcia, ale analiza podobnych inwestycji – mosty na Wiśle i mosty na Nogacie, z odcinkami dróg po kilkanaście, około 20 kilometrów do Nowego Dworu Gdańskiego, to był koszt około 1,6 miliarda złotych – przypomina.
Dodaje też, że jeśli linia ma spełniać standardy połączenia dalekobieżnego, nakłady będą znacznie wyższe. – Jeżeli dziś wybierzemy, a taka jest opcja i moja sugestia, by nie budować połączenia lokalnego, ale połączenie, które może być dalekobieżne, czyli z Gdańska przez Elbląg do Warszawy, to będzie to koszt od 2 do 2,5 miliarda złotych. Przeprawy mostowe, umocnienie, budowa trasy kolejowej możliwej dla szybkiego ruchu to koszt między 5 a 9 miliardów złotych – przytacza liczby.
Pod petycją „Kolej na Żuławy” dotyczącą budowy linii kolejowej Gdańsk – Wiślinka – Nowy Dwór Gdański – Elbląg podpisało się już blisko 5 tysięcy osób.
– Petycja dotycząca kolei na Żuławy powstała oddolnie jako inicjatywa mieszkańców dzielnicy Gdańska, działających jako grupa Inicjatywa Wyspa Sobieszewska. Mam przyjemność koordynować działania, ale chcę zaznaczyć, że nie jest to dokument czy inicjatywa jednej osoby, tylko efekt pracy całego zespołu, który ma na uwadze przyszłość regionu – mówi Paweł Wojciechowski, lider grupy.
I dodaje: – Od samego początku spotykamy się z poparciem mieszkańców, organizacji obywatelskich, a także samorządów, które wydają uchwały popierające tę inicjatywę. Widzimy również wsparcie ze strony regionalnych struktur politycznych oraz parlamentarzystów. To bardzo cenne i pokazuje, że temat ten jest wspólny, ponad politycznymi i lokalnymi podziałami.
Zaznacza, że petycja nie jest efektem emocji, ale analiz, które przeprowadziła Inicjatywa Wyspa Sobieszewska: – Zauważyliśmy poważne problemy komunikacyjne regionu, zarówno w kontekście peryferyjnego położenia dzielnic Gdańska, jak i narastającego ruchu samochodowego. To ciągły problem gdańskiej metropolii, która zmaga się z brakiem sprawnej komunikacji. Mówimy także o Żuławach, gdzie istnieje poważny problem wykluczenia komunikacyjnego, co niesie ze sobą konsekwencje społeczne i gospodarcze. Mówimy też o Elblągu, który naturalnie ciąży ku trójmiejskiej metropolii, ale obecny układ komunikacyjny nie odpowiada aspiracjom i potrzebom mieszkańców.
Zdaniem Pawła Wojciechowskiego nie chodzi tylko o aspekt społeczny, ale również gospodarczy. – Budowa takiego połączenia to realne wsparcie dla gospodarki morskiej, która generuje miliardowe przychody rocznie, rozwija się dynamicznie i konkuruje z innymi portami nad Bałtykiem. W tym momencie takie połączenie staje się niezbędne dla dalszego funkcjonowania i rozwoju. Mówimy też o strategii bezpieczeństwa narodowego. To nie są tylko kwestie społeczne czy gospodarcze, ale również elementy strategii państwowej.
Wojciechowski podkreśla, że kolej przez Żuławy to nie jest nowy pomysł. – Temat ten pojawiał się już po II wojnie światowej. W 2016 roku powstało opracowanie dotyczące Żuławskiej Ramy Transportowej autorstwa pana Larczyńskiego. Nigdy wcześniej nie zaszliśmy jednak tak daleko, jak teraz – dzięki inicjatywie, z którą dziś wychodzimy i z powodu której się spotkaliśmy – oświadcza.
EG
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Likwidacja tej śmiesznej kolejki nad zalewem to był strzał w 10, zaoszczędzone grube miliony. Arriva przez jeden sezon jeździła tą trasa, średnie obłożenie 5 osób na kurs. Budować kolej do gdańska, trasa gdzie będą co dzień korzystać mieszkańcy elbląga i gdańska.
Idź na spacer, może mózg znajdziesz.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Likwidacja tej śmiesznej kolejki nad zalewem to był strzał w 10, zaoszczędzone grube miliony. Arriva przez jeden sezon jeździła tą trasa, średnie obłożenie 5 osób na kurs. Budować kolej do gdańska, trasa gdzie będą co dzień korzystać mieszkańcy elbląga i gdańska.
Idź na spacer, może mózg znajdziesz.