— Proszę mi wierzyć: maszerowanie ok. godz. 6, w całkowitych ciemnościach prawie 3 km do przystanku, nie należy do przyjemności — mówi Hanna Przybylska. — A gdy wataha dzików nagle przebiegnie człowiekowi drogę, to już prawdziwy horror. Dlatego czasami zabieram dojeżdżające do elbląskich szkół dzieci i do krzyżówek jedziemy samochodem.
Na tych samych krzyżówkach pani Hanna wysiadała, gdy wracała po pracy z Elbląga. Tam wsiadała w samochód i za chwilę była w domu.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!