Reklama

Sandra Kruk: Na drodze do medalu stanęli mi sędziowie

29/09/2010 10:18

Po raz pierwszy walczyłam poza Europą i nic nie wiedziałam o swoich rywalkach, a światowa czołówka, to dzisiaj praktycznie profesjonalistki. Żyją z boksu — mówi Sandra Kruk, zawodniczka Kontry Elbląg, o udziale w mistrzostwach świata kobiet w boksie, które we wrześniu odbyły się na Barbadosie.

Sandra Kruk podczas mistrzostw świata w Bridgetown (Barbados) stoczyła trzy walki. Po dwóch zwycięstwach w trzecim pojedynku, decydującym o wejściu do strefy medalowej, zdaniem sędziów przegrała z Kum Ju Yun (Korea Południowa) 6:8.

— Walkę o wejście do strefy medalowej przegrałaś nieznacznie.
— Marzyłam o medalu, ale zdawałam sobie sprawę z faktu, że nie będzie on łatwy do zdobycia. Po raz pierwszy walczyłam poza Europą i nic nie wiedziałam o swoich rywalkach, a światowa czołówka, to dzisiaj praktycznie profesjonalistki. Żyją z boksu. Spędzają wiele miesięcy na zgrupowaniach, zajmują się tylko boksem. Podczas mistrzostw było widać, że jestem do nich dobrze przygotowana. Wygrałam dwie pierwsze walki zdecydowanie i pewnie. Pojedynek o wejście do strefy medalowej przegrałam z późniejszą zdobywczynią mistrzowskiego tytułu Kum Ju Yun (Korea Południowa) 6:8. Z przebiegu walki nie zasłużyłam na porażkę. Widać to zresztą doskonale na filmie z tej walki. Niestety, sędziowie byli innego zdania. Na pociechę od przedstawiciela AIBA (Międzynarodowej Federacji Boksu Amatorskiego) otrzymałam specjalny, kobiecy kostium sportowy.

— Emocje już opadły...
— Pozostał niedosyt i zarazem satysfakcja. Znów zadecydowała czwarta runda. Mimo ciągłych ataków, zdaniem arbitrów, przegrałam ją dwoma punktami 1:3. Być może źle rozegrałam ją taktycznie, ale nie ma teraz co gdybać. Większa rutyna mojej rywalki, która w 2005 r. była już mistrzynią świata, wzięła górę.

— Mistrzostwa odbyły się na dalekich Karaibach. Jakie było zainteresowanie nimi ze strony miejscowych kibiców?
— Zmagania o mistrzowskie tytuły odbywały się w stolicy Barbadosu, w Bridgetown, w hali mogącej pomieścić 5000 widzów. Walki odbywały się jednocześnie na dwóch ringach. Przez 10 dni na widowni każdego dnia zasiadało około 2000 osób, mimo transmisji telewizyjnych. Finałowe walki przyciągnęły komplet publiczności. Gospodarze stworzyli bardzo dobre warunki pobytowe i do treningów. Żeby było ciekawiej, zawodniczki z miejsca zakwaterowania do hali podwożone były pod eskortą policjantów na motocyklach.

— Czas teraz pomyśleć o przyszłości?
— Ten rok mogę zaliczyć do bardzo udanych. Zdobycie tytułu wicemistrza Unii Europejskiej i dobry występ na mistrzostwach świata sprawiły, że jestem powołana do sześcioosobowej kadry olimpijskiej - Londyn 2012. W Anglii zawodniczki będą walczyć w trzech kategoriach wagowych: 48-51, 56-60, 69-75. By pojechać na igrzyska, muszę wygrać rywalizację w kraju. W mojej kategorii, 56-60 kg, o olimpijską nominację powalczy jeszcze Karolina Graczyk (Zagłębie Konin).

— Wierzysz, że pojedziesz do Londynu.
— Na igrzyskach w każdej z tych kategorii wystąpi po 16 zawodniczek. Jestem dobrej myśli, optymistycznie nastawiona i będę wszystko robiła, by wystąpić z orzełkiem na piersiach. Jeszcze w tym roku oczekuje mnie kilka ciekawych imprez krajowych oraz turniej w Kazachstanie. Z kolei w przyszłym roku w październiku w Holandii odbędą się mistrzostwa Europy kobiet. Jestem brana pod uwagę przez sztab szkoleniowy Polskiego Związku Bokserskiego i to mnie cieszy.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama