Reklama

Śmierć małego Szymonka. Biegli: odruch każe chronić dziecko

19/05/2014 15:28



Czwarty proces Tomasza M., oskarżonego o pobicie ze skutkiem śmiertelnym 1,5-rocznego Szymonka, zbliża się ku końcowi. Dzisiaj przed sądem zeznawali biegli, którzy byli zgodni: to cios, zadany pięścią albo nogą, był najprawdopodobnie przyczyną śmierci.
 


Szymonek zmarł 28 grudnia 2008 r. w mieszkaniu przy ul. Nowowiejskiej w Elblągu. Do dzisiaj w tej sprawie, chociaż odbyły się już trzy procesy, nie zapadł prawomocny wyrok. Zakończenia czwartego procesu, w którym Tomasz M. jest oskarżonym o śmiertelne pobicie dziecka, można się spodziewać w lipcu. 

Dzisiaj sąd wysłuchał zeznań biegłych: Marii Rydzewskiej-Dudek z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku oraz Zbigniewa Jankowskiego z Akademii Medycznej w Gdańsku.

Oboje przygotowali opinie na temat przyczyn śmierci chłopczyka. Biegli byli zgodni, że obrażenia, które spowodowały śmierć chłopczyka (uszkodzona wątroba i stłuczony mięsień serca), powstały najprawdopodobniej w wyniku zadania ciosu ręką lub nogą w dolną część klatki piersiowej i górną część brzucha. 


Inaczej twierdzi Tomasz M. Według niego, w dziecięcym pokoju doszło do nieszczęśliwego wypadku, przewrócił się z dzieckiem podczas karmienia.

Biegli odnieśli się także i do tej wersji.

— Jest to wręcz nieprawdopodobne, żeby osoba dorosła, trzeźwa, nie odurzona, spowodowała takie obrażenia przewracając się z dzieckiem. Osoba dorosła, przewracając się, odruchowo stara się chronić dziecko — stwierdził Zbigniew Jankowski.

— Są to zachowania instynktowne, odruchowe, niekontrolowane, realizowane automatycznie — dodała biegła Rydzewska-Dudek.


Zdaniem biegłych, Szymonek mógł przeżyć, gdyby natychmiast po zdarzeniu została mu udzielona pomoc. Tymczasem Tomasz M. odłożył chłopczyka do łóżeczka i wyszedł z mieszkania, nikomu nic nie mówiąc. Proces będzie kontynuowany 7 lipca. Wtedy zostanie odtworzony eksperyment sądowy, jaki odbył się w mieszkaniu, w którym doszło do tragedii.




Oskarżony mężczyzna, Tomasz M., był konkubentem matki chłopczyka Mariety W. Nie był ojcem Szymona. Od początku twierdzi, że w dziecięcym pokoju doszło do nieszczęśliwego wypadku: razem z dzieckiem przewrócił się na podłogę podczas karmienia i to w ten sposób miały powstać obrażenia, które spowodowały śmierć dziecka.

Prokuratura nie wierzy w wyjaśnienia Tomasza M. Zdaniem śledczych, śmiertelne obrażenia u chłopczyka powstały w wyniku ciosu zadanego z dużą siłą w brzuch. 
W tej sprawie toczyły się już trzy procesy - za każdym razem jednak wyrok był uchylany przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku i sprawa wracała do Sądu Okręgowego w Elblągu. Podczas poprzedniego procesu Tomasz M., który dzisiaj jest na wolności, został skazany na 7 lat i 8 miesięcy więzienia.
AKT
Czytaj również: 5 lat po śmierci Szymonka. Eksperyment sądowy w domu

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama