W klasztorze sióstr katarzynek w Braniewie znowu powiększył się żywy inwentarz. Na świat przyszedł kolejny byczek. Poród był trudny, ale mama Milka i jej syn mają się dobrze.
Telefon zadzwonił o 6.10 rano. W gospodarstwie przy domu prowincjalnym sióstr katarzynek w Braniewie (warmińsko-mazurskie) zaczynał się poród. Krowa Milka miała wydać na świat swoje pierwsze cielę.
— Gospodarz zadzwonił i powiedział, że krowa się cieli. Szybko się ubrałam i pobiegłam. To był pierwszy poród tej krowy, a pierwszy poród zawsze jest trudniejszy — opowiada siostra Klara, odpowiedzialna za przyklasztorne gospodarstwo.
Łatwo nie było, ponieważ cielaczek był duży. Krowie trzeba było pomóc.
— Ciężko było go wyciągnąć. Pomagałam; zawsze pomagam. Po pół godzinie, może czterdziestu minutach, udało się. Przyszedł na świat cały i zdrowy. Duży, silny chłopiec — mówi siostra.
Najważniejsze, że Milka przyjęła cielaczka i go pilnuje. Mały jest zdrowy. — Rośnie, jest silny, po porodzie nie ma żadnych problemów — dodaje s. Klara.
To nie pierwszy poród, przy którym pomagała. Jak mówi, odbierała już co najmniej dziesięć cieląt. W marcu w gospodarstwie urodził się Nocek. Imię wzięło się stąd, że przyszedł na świat w nocy i bez niczyjej pomocy.
Siostry katarzynki cieszą się z nowych mieszkańców przyklasztornego gospodarstwa. Dla s. Klary taka praca nie jest niczym obcym. Gospodarstwo zna od dziecka.
— Zawsze je lubiłam. Miałam dziadków na wsi i tam spędzałam wakacje. Kiedy przyszłam do klasztoru, siostra przełożona zapytała, czy ktoś chciałby nauczyć się pracy przy krowach i świniach. Zgłosiłam się z miłą chęcią. Poszłam się przyuczać i tak mi zostało — opowiada.
Dziś przyklasztorne gospodarstwo jest niewielkie. Są krowy i kury. Kiedyś były także świnie, ale z hodowli trzeba było zrezygnować z powodu przepisów związanych z ASF.
Katarzynki coraz częściej zapraszają mieszkańców i gości za klasztorną furtę. Kiedy w Braniewie odbywają się spotkania pod hasłem „Kawka z katarzynką”, pojawiają się prawdziwe tłumy. Ostatnio była klasztorna pizza oraz oprowadzanie po domu, muzeum, ogrodzie i właśnie po gospodarstwie.
Warto przypomnieć, że katarzynki są nierozerwalnie związane z Warmią. Są tu obecne od ponad 450 lat. To z Braniewa ich zgromadzenie rozeszło się w świat.
Ich założycielka, dziewiętnastoletnia wówczas Regina Protmann, córka zamożnego kupca, w 1571 roku opuściła rodzinny dom w Braniewie i razem z towarzyszkami zaczęła opiekować się chorymi, biednymi i opuszczonymi. W 1583 roku reguły wspólnoty zatwierdził biskup warmiński Marcin Kromer.
Przez pokolenia siostry były obecne w wielu warmińskich miejscowościach. Służyły chorym, dzieciom, ubogim i rodzinom. Wiele z nich zapłaciło za tę służbę najwyższą cenę. Broniły chorych, słabych i swojej czci.
31 maja ubiegłego roku Braniewo przeżyło jedno z najważniejszych wydarzeń religijnych ostatnich lat. Przy Bazylice św. Katarzyny odbyła się beatyfikacja s. M. Krzysztofy Klomfass i czternastu katarzynek zamordowanych w 1945 roku.
Teraz siostry przygotowują się do kolejnej rocznicy: 120-lecia poświęcenia braniewskiego klasztoru. A codzienne życie za klasztorną furtą toczy się dalej. Także w oborze, gdzie trzeba czasem wstać o świcie i pomóc krowie wydać na świat cielę.
Jan Berdycki
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze