Finał głośnej sprawy przesłuchania na komendzie w Elblągu. Sąd odwoławczy nie miał wątpliwości, że odizolowanie pokrzywdzonej, prowadzenie przez oskarżonego policjanta rozmowy w obecności innych funkcjonariuszy, mających nad nią przewagę fizyczną, szarpanie za torebkę i zastraszanie stanowiło psychiczne znęcanie się nad świadkiem. — Chociaż to było krótkotrwałe zachowanie, niemniej jednak intensywne. Działanie Bartłomieja K. polegało na umyślnym zadawaniu cierpień psychicznych i doprowadziło rozpytywaną do płaczu — wskazał sędzia podczas uzasadniania wyroku.
Sąd odwoławczy utrzymał w mocy wyrok w sprawie policjanta Bartłomieja K. oskarżonego o przekroczenie uprawnień i znęcanie się podczas przesłuchania 18-letniej kobiety i skazał go na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Policjant ma też zapłacić 180 zł opłaty za apelację.
Przypomnijmy, sprawa zaczęła się od interwencji związanej z uszkodzeniem drzwi taksówki, po której jedna z pasażerek pojazdu została wezwana do Komendy Miejskiej Policji w Elblągu w charakterze świadka. To właśnie podczas pobytu na komendzie doszło do rozmowy z funkcjonariuszem, której przebieg kobieta zarejestrowała telefonem komórkowym. W pomieszczeniu za kratą w obecności dwóch innych policjantów operacyjnych próbował on uzyskać od świadka dane sprawcy uszkodzenia taksówki. Dodajmy, że kobieta początkowo deklarowała policjantce, która miała ją przesłuchiwać, iż poda te informacje. Będąc już na komendzie, stwierdziła jednak, że nie wie, jak nazywa się sprawca, i że niczego nie pamięta.
Na nagraniu słychać m.in.:
„Mów, gówniaro, jak on się nazywa, bo ci, k…a, jeszcze zaraz tu klapsa zapodam”.
„Myślisz, że jak powiesz, że się nachlałaś, to co, myślisz, że ujdzie ci to na sucho?”
„K…a, ostatni raz będziesz piła do niepamięci, rozumiesz?”
„To nie jest film, że pójdziesz na policję i powiesz, że nie wiesz, o co chodzi”.
— Zaskarżony wyrok skazujący, którym oskarżony Bartłomiej K. został uznany za winnego tego, że 26 kwietnia 2022 roku w Elblągu, będąc funkcjonariuszem Komendy Miejskiej Policji w Elblągu, stosował wobec świadka, 18-letniej pokrzywdzonej, przemoc i groźbę bezprawną oraz zniewagę, znęcając się nad nią psychicznie, w celu uzyskania określonych zeznań i informacji, czym, przekraczając swoje uprawnienia, działał na szkodę interesu publicznego oraz prywatnego, to jest popełnienia przestępstwa z art. 246 Kodeksu karnego w zbiegu z art. 231 § 1 i w związku z art. 11 § 2 Kodeksu karnego, za który został skazany na karę jednego roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres próby dwóch lat, nie został w ocenie sądu odwoławczego wydany z zarzucaną w apelacji obrazą przepisów postępowania i w oparciu o błędne ustalenia faktyczne mające wpływ na treść orzeczenia oraz z obrazą przepisów prawa materialnego, bo takie zarzuty postawił obrońca w apelacji, co wyznacza granice rozpoznania apelacji, od stwierdzenia których to uchybień uzależniona była możliwość zmiany wyroku na korzyść oskarżonego — wyjaśnił sędzia Krzysztof Korzeniewski, przewodniczący składu orzekającego.
Sąd Okręgowy w Elblągu stwierdził, że,wszystkie podniesione w apelacji zarzuty nie były zasadne i dlatego nie mogły skutkować uniewinnieniem oskarżonego, a także uchyleniem wyroku i przekazaniem sprawy do ponownego rozpoznania.
Nagranie, które było głównym dowodem w sprawie, choć stanowiło kopię zapisu dźwięku z telefonu pokrzywdzonej, w ocenie sądu odwoławczego odzwierciedlało rzeczywisty przebieg zdarzenia i nie było w żaden sposób zmodyfikowane.
— Sąd drugiej instancji zapoznał się z tym zapisem dźwięku z przebiegu inkryminowanego zdarzenia, zweryfikowanym zresztą przez biegłego sądowego z zakresu fonoskopii. Mając na względzie to, co słychać na tym zapisie, nie można było mieć żadnych wątpliwości co do tego, że oskarżony przekroczył uprawnienia — oznajmił Krzysztof Korzeniewski.
Zdaniem sędziego policjantka, która jako pierwsza przesłuchiwała pokrzywdzoną, nie powinna prosić policjantów z wydziału operacyjnego o pomoc.
— Policjantka w takiej sytuacji powinna odebrać zeznania od pokrzywdzonej pod groźbą odpowiedzialności karnej za mówienie nieprawdy i co najwyżej rozważyć zatrzymanie telefonu i na tym zakończyć swoje czynności z jej udziałem, a nie zwracać się do innych policjantów, jak się okazało, z wydziału operacyjnego, o to, żeby wpłynęli na świadka, bo inaczej tego potraktować nie można. Po co była ta pomoc w przesłuchaniu, o którą ta policjantka się zwróciła? Natomiast w przypadku uzasadnionego podejrzenia, że pokrzywdzona złożyła fałszywe zeznania, powinna wszcząć postępowanie karne i tyle — stwierdził sędzia Korzeniewski.
Zdaniem sądu nie można mieć wątpliwości, że zachowanie oskarżonego policjanta miało na celu uzyskanie od pokrzywdzonej konkretnych zeznań.
— Oskarżony chciał zmusić pokrzywdzoną do złożenia zeznań o określonej treści skoro najpierw podniesionym głosem, a następnie krzykiem, w trybie rozkazującym, kilkukrotnie, tonem nieznoszącym sprzeciwu, domagał się, aby ujawniła sprawcę i podała jego dane oraz numer telefonu, a po odprowadzeniu pokrzywdzonej na przesłuchanie, w obecności tej samej policjantki, która spowodowała to całe zdarzenie, powiedział, że jak nadal będzie coś nie tak, to on nadal jest za kratą w obecności dwóch innych policjantów — stwierdził sędzia.
Dodał, że z zapisu dźwięku wynika jednoznacznie, że Bartłomiej K. stosował przemoc polegającą na szarpaniu za torebkę, w której znajdował się telefon przepytywanej.
— Nawet jeśli ta przemoc była ukierunkowana na rzecz, a nie na osobę, to wypełnia znamiona przemocy w rozumieniu tego przepisu. Każde użycie siły fizycznej (jest przemocą — przyp. red.). To nie musi być bicie, kopanie czy inne formy przemocy. Oskarżony zrobił to, zamiast zażądać wydania telefonu pod rygorem odebrania go pod przymusem. Do tego zresztą nawiązał później jeden z policjantów, który w tym rozpytaniu brał udział, a który nie zachowywał się w taki sposób jak oskarżony — podkreślił.
Sędzia odniósł się też do tego, że policjant w trakcie rozpytywania pokrzywdzonej powiedział, że „zapoda jej klapsa”.
— Z tego zapisu wynika również stosowanie groźby bezprawnej. Bo jak można traktować słowa wypowiedziane takim tonem: co, bo ci zaraz tutaj, z przekleństwem, klapsa zapodam? Czy to nie jest groźba natychmiastowego użycia przemocy? W naszej ocenie jest. I nie zgadzamy się w tym zakresie w żadnym razie z obrońcą, który usiłował przekonać, że to jest metoda wychowawcza w stosunku do osoby rozpytywanej stosowana przez policję. Mam nadzieję, że nie w każdej sprawie — skwitował.
— Po drugie, groźba w rozumieniu tego przepisu to nie jest tylko groźba popełnienia przestępstwa na szkodę innej osoby. To jest groźba bezprawna w rozumieniu art. 115 Kodeksu karnego. Jak mamy potraktować zwroty, których używa oskarżony? Będziesz miała zarzuty, zostaniesz zatrzymana, czyli pozbawiona wolności. Zostanie zabrany ci telefon, pójdziesz na dołek za to, że nas oszukujesz, bo cię zatrzymamy. Czy to jest tryb oznajmujący w języku polskim, o którym mówił obrońca w trakcie mowy końcowej? W naszej ocenie nie.
Według sądu odwoławczego zachowanie policjanta, polegające na przedstawionym potraktowaniu odizolowanej pokrzywdzonej w obecności dwóch innych policjantów, mających nad nią przewagę fizyczną, szarpaniu za torebkę i zastraszaniu, słusznie zostało uznane za psychiczne znęcanie się nad rozpytywaną przez sąd pierwszej instancji.
— Chociaż to było krótkotrwałe zachowanie, niemniej jednak intensywne i miało na celu uzyskanie od niej określonych zeznań i informacji. Takie działanie oskarżonego polegało na umyślnym zadawaniu cierpień psychicznych i doprowadziło rozpytywaną do płaczu — uzasadniał sędzia.
Sąd wskazał, że z zapisu przesłuchania nie wynikało, aby pokrzywdzona w jakiś sposób prowokowała oskarżonego, mimo że tak przedstawiali to oskarżony i część świadków. Zaznaczył, że kobieta nie zachowywała się wobec policjanta wyzywająco i nie mogła przewidzieć, że decydując się na włączenie telefonu w celu nagrywania, zostanie potraktowana w sposób, który w ocenie sądu miał charakter psychicznego znęcania się nad inną osobą w celu wymuszenia określonego zachowania.
Podkreślił też, że zachowanie oskarżonego stanowiło przekroczenie uprawnień przysługujących policjantowi oraz było działaniem na szkodę zarówno interesu publicznego, jak i prywatnego.
Wyrok w sprawie policjanta (rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata) jest prawomocny, nie przysługuje od niego środek odwoławczy i kończy prawomocnie całe postępowanie. Sąd przypomniał, że z uwagi na orzeczenie kary przy jednoczesnym warunkowym zawieszeniem jej wykonania kasacja co do zasady nie przysługuje stronom, chyba że zostałaby oparta na bezwzględnej przyczynie określonej w art. 439 Kodeksu karnego. Zaznaczył również, że prokurator generalny oraz rzecznik praw obywatelskich mogą w każdej sprawie wnieść kasację na korzyść oskarżonego.
Bartłomiej K. nie jest już policjantem
— Odszedł ze służby dobrowolnie na początku tego roku — poinformował nas Krzysztof Nowacki, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Elblągu.
Skazanego policjanta ani jego obrońcy nie było w sądzie podczas ogłoszenia wyroku. Sala sądowa była pełna, bo oprócz dziennikarzy na ogłoszenie wyroku przyszło też około 10 policjantów.
Ewelina Gulińska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze