Reklama

Wyrok za śmierć Szymonka. 7 lat i 8 miesięcy za śmiertelny cios

08/08/2011 13:09

— Oskarżony uderzył silnie dziecko pięści w brzuch z błahego powodu, bo nie chciało spać i nie chciało jeść. Konsekwencje tego były tragiczne — stwierdził Piotr Żywicki, sędzia Sądu Okręgowego, uzasadniając - wyrok 7 lat i 8 miesięcy za śmiertelne pobicie 1,5 rocznego Szymonka. — Syn podczas widzenia płakał. Mówił, że ten proces to lincz i to był lincz — powiedziała matka skazanego Tomasza M., przekonana o jego niewinności.

Gdy 24-letni Tomasz M. słuchał werdyktu sądu, który uznał go winnym pobicia ze skutkiem śmiertelnym półtorarocznego dziecka, jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Nie sposób było wyczytać z niej czegokolwiek. Kilkakrotnie pokręcił jedynie głową, nie zgadzając się z argumentacją sądu. Sam od początku twierdził, że to był wypadek.

To nie był łatwy proces, opierał się jedynie na poszlakach. Tomasz M. uparcie twierdził, że w trakcie karmienia potknął się i przewrócił wraz z dzieckiem na podłogę. To wtedy miały powstać obrażenia — uraz serca, pęknięcie wątroby, uraz nerek — które doprowadziły do wylewu wewnętrznego i śmierci.
Sędzia Piotr Żywicki uznał, że ta wersja, to nic innego, jak linia obrony.

— Tomasz M. umyślnie uderzył dziecko w dolną część klatki piersiowej — uważa sędzia. — To była impulsywna reakcja na niechęć dziecka do zaśnięcia i jedzenia. To był jeden cios. On nie chciał dziecka zabić. Powinien jednak wiedzieć, jako były bokser, jakie mogą być konsekwencje uderzenia tak małego dziecka w tę część ciała.

Sędzia nie miał wątpliwości, że łańcuch poszlak logicznie układa się w całość i jednoznacznie wskazuje właśnie na taką wersję zdarzeń.
Uzasadniając wyrok szczegółowo obnażył nieścisłości w zeznaniach oskarżonego.
— Tuż po zdarzeniu oskarżony stwierdził, że potknął się z Szymonem, poleciał do przodu i przygniótł dziecko swoim ciałem — przypomniał sędzia.

Zauważył jednak, że w takiej sytuacji dziecko miałoby rozległe obrażenia na całym ciele. Wersja o tym, że upadając mógł podeprzeć się ręką na dziecku, pojawiła się po dwóch latach od śmierci Szymonka, gdy oskarżony znał opinię lekarską. Biegli ocenili, że rozmiar i rodzaj uszkodzenia ciała dziecka odpowiada uderzeniu pięścią.

— Tomasz M. próbował dostosować do tej opinii swoją wersję wydarzeń — kontynuował sędzia. — Tyle tylko, że gdyby rzeczywiście tak upadł, to podparłby się ręką, a nie pięścią.

Sędzia zwrócił uwagę na jeszcze jedną nieścisłość. Marietta M. zeznała, że gdy Tomasz M. poszedł nakarmić jej dziecko, z pokoiku dobiegał jedynie odgłos marudzenia dziecka i szuranie fotelem.

— Matka musiałaby słyszeć odgłos upadku dziecka i dorosłego mężczyzny — stwierdził sędzia.
Przeciwko Tomaszowi M. świadczy ma również jego zachowanie po zdarzeniu. Każdy człowiek w takiej sytuacji, w zwykłym, ludzkim odruchu, starałby się dziecku pomóc - szybka interwencja chirurgiczna i zszycie wątroby, uratowałoby życie dziecka.

— Gdy dziecko zmarło, on płakał, ale nikomu nie powiedział, co się stało: ani Marietcie, ani lekarzom, ani policji. Wniosek jest prosty: to dziecko mu nie upadło, on je uderzył — podkreślił sędzia Żywicki.
Wyrok nie jest prawomocny i obrona najprawdopodobniej złoży odwołanie.
— Sprawa nie jest taka jednoznaczna, tu biegli wydali wyroki — stwierdził obrońca, skazanego mężczyzny.
Rafał Maliszewski

Sędzia Piotr Żywicki ogłasza wyrok w procesie Tomasza M.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=3iebqtZgyEw[/youtube]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama