Reklama

Wyszli z domu i nie wrócili. Szuka ich od 13 lat

30/04/2013 10:45

St. asp. Andrzej Borzewski z elbląskiej policji zajmuje się poszukiwaniem osób zaginionych od 13 lat. Do policji wstąpił w 1995 r. — To nie było tak, że od dziecka chciałem zostać policjantem... Chciałem być strażakiem, kucharzem — wspomina.

Pracę w policji zaczynał w Warszawie. Do Komendy Miejskiej Policji w Elblągu trafił w 1998 r. Dwa lata później rozpoczął pracę w zespole ds. poszukiwań, identyfikacji osób.
— Rocznie na naszym terenie ginie około 200 osób. Większość udaje się odnaleźć żywych i całych — mówi.
Jednak każde zaginięcie bliskiego to trudny czas dla rodziny. — Duży stres, zamartwianie się... Często osoby zgłaszające zaginięcie od razu mają najgorsze myśli. Sądzą, że jak ktoś zaginął, to od razu stało mu się coś złego, że zginął. To nie jest równoznaczne — mówi elbląski policjant.

Nie czekają 48 godzin
Policjanci od razu po otrzymaniu zawiadomienia o zaginięciu rozpoczynają poszukiwania.
— Nie jest prawdą, że trzeba odczekać 48 godzin od momentu zaginięcia. Im szybciej rozpocznie się poszukiwania, tym lepiej — mówi st. asp. Borzewski. — Często się zdarza, że ludzie przynoszą na komendę zdjęcie osoby zaginionej, na którym ładnie wygląda. Nie o to chodzi. Chodzi o to, by było jak najbardziej aktualne.
W trakcie poszukiwań zdarza się, że policjanci współpracują również z jasnowidzem. Na Pomorzu rodziny osób zaginionych często szukają pomocy u Krzysztofa Jackowskiego.
— Bierzemy wszystkie sygnały pod uwagę. Niczego nie można wykluczyć. Wskazania jasnowidzów pomagają nam z różnym skutkiem — mówi st. asp. Borzewski.

Lato, czyli czas wakacyjnych ucieczek
Lato to najczęściej czas ucieczek nastolatków z domów.
— Liczba ucieczek nieletnich z domów rośnie z każdym rokiem. Najwięcej ich jest wiosną i latem, w tym czasie ich liczba rośnie o 200-300 procent — mówi st. asp. Borzewski. — Jakie są ich powody? Czasami wystarczy, że rodzice zabronią komuś wyjazdu z kolegą albo utrzymywania kontaktów z takim lub taką koleżanką.
Poszukiwania nastoletnich uciekinierów kończą się zazwyczaj szczęśliwie i szybko.
— Czasami udaje się odnaleźć dziecko w ciągu kilku godzin. Przeważnie poszukiwania trwają od 2 do 4 dni. Ale zdarzają się też i dłuższe ucieczki. Najdłuższa, jaką pamiętam, trwała trzy-cztery miesiące. Dziewczyna wyjechała z Elbląga, utrzymywała ją w tym czasie dorosła koleżanka. Została przez nas zatrzymana w mieście na południu Polski — wspomina policjant z elbląskiej komendy.

Dla rodziny to olbrzymi szok
Zdarza się również, że ktoś znika, bo... chce zerwać dotychczasowe kontakty z rodziną. Po ich odnalezieniu nie życzą sobie, by rodzinie przekazywać informację o miejscu ich aktualnego pobytu.
— Świadomie zrywają kontakty z rodziną, czy osobami, które zgłaszają ich zaginięcie — mówi st. asp. Borzewski. — W ubiegłym roku mieliśmy cztery takie przypadki. Taka osoba ma do tego prawo, chociaż takie postawienie sprawy to przeważnie dla rodziny olbrzymi szok.
Najstarsza sprawa, nad jaką pracują elbląscy policjanci, pochodzi z... 1975 r. Zaginięcie kobiety zgłosiły jej siostry. — Nie widziały się z siostrą chyba przez 35 lat. Z uwagi, że czują zbliżający się termin odejścia z tego świata chciałby się z nią jeszcze zobaczyć, dowiedzieć co się z nią dzieje — opowiada st. asp. Borzewski. — Zgłosiły jej zaginięcie trzy lata temu. Ostatni raz widziały siostrę w 1975 r. I faktycznie, po kobiecie nie ma żadnych śladów.

Policjanci nie dają wielkich szans na to, że te poszukiwania uda się zakończyć szczęśliwie. Upłynęło zbyt dużo czasu.
— Kobieta mogła wyjechać np. za granicę — ocenia elbląski policjant. — Minęło już dużo lat, to utrudnia postępowanie. Szczerze mówiąc, szansę odnalezienia tej kobiety są marne.
Chociaż są i sprawy, które udaje się zamknąć pomimo upływu wielu lat. Tak było m.in. z mężczyzną, który zginął potrącony na siódemce pod koniec lat 90.
— Został pochowany na cmentarzu w Elblągu. Po sześciu latach udało się ustalić, że to był obywatel Ukrainy. Był notowany przez tamtejszą milicję. Jego rodzina przyjechała do Polski, odbyła się ekshumacja i zabrali go do kraju — wspomina st. asp. Borzewski.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama