Reklama

16 ton śniętych ryb. Ruszył proces w sprawie zatrucia jeziora Druzna

27/10/2015 18:08

Rozpoczął się proces w sprawie katastrofy ekologicznej na jeziorze Druzno. Na ławie oskarżonych zasiadają trzy osoby z kierownictwa pasłęckiej mleczarni, która najprawdopodobniej przyczyniła się do zatrucia wód rezerwatu.

[media=z5]274167[/media] Do zatrucia rezerwatu przyrody jeziora Druzno i dopływającej do niego rzeki Wąskiej doszło w połowie maja ubiegłego roku. Pierwsze niepokojące sygnały o tym, że coś niedobrego dzieje się z rybami w rzece Wąskiej dotarły do Polskiego Związku Wędkarskiego w Elblągu. Ostatecznie z obu akwenów wyłowiono tony śniętych ryb, w tym również gatunki znajdujące się pod ochroną.
— Nie pamiętam takiej sytuacji na jeziorze Druzno, a interesuje się nim od 35 lat — mówił wtedy Krzysztof Cegiel, dyrektor biura Polskiego Związku Wędkarskiego w Elblągu, oskarżyciel posiłkowy w tej sprawie. — Nie bójmy się wielkich słów, to katastrofa.


Wędkarze od początku nie mieli wątpliwości, że to nie efekt przyduchy (znacznego zmniejszenia ilości tlenu w wodzie), a działalności człowieka.
Również powiatowy weterynarz bardzo szybko wykluczył, iż przyczyną katastrofy ekologicznej były choroby zakaźne. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska zainteresował się mleczarnią, która do rzeki Brzezinki, łączącej się z Wąską, odprowadzała oczyszczone ścieki. Pojawiło się podejrzenie, że to ta firma może być odpowiedzialna za zanieczyszczenie wód rezerwatu. Potwierdziła to również w toku śledztwa Prokuratura Rejonowa w Elblągu i w czerwcu tego roku skierowała do sądu akt oskarżenia.

— Trzem osobom reprezentującym ścisłe kierownictwo pasłęckiej firmy postawiono zarzut spowodowania znacznych rozmiarów zniszczeń środowiska. Na to jednoznacznie wskazują opinie biegłych — mówi Jolanta Rudzińska z Prokuratury Rejonowej w Elblągu. — Oskarżeni są oni o to, że przez ich działania lub zaniechanie działań doszło do wycieku ścieków i amoniaku do rzeki Brzezinka, a następnie rzeką Wąską do jeziora Druzno. To doprowadziło do zagłady żywych organizmów, w tym również gatunków chronionych.


Chodzi o co najmniej 16 ton śniętych ryb. Straty oszacowano na nie mniej niż 363 tysiące złotych. Oskarżonym grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. 
Wczoraj proces ruszył. Ten jednak będzie się toczył za zamkniętymi drzwiami. O wyłączenie jawności, wnioskował obrońca oskarżonych, argumentując to tym, że obecność mediów może naruszać tajemnicę handlową, co narazi spółkę na straty finansowe. Do wniosku przychyliła się sędzia. 

— W toku postępowania będą rozstrzygane kwestie, które miały miejsce do 2014 roku, to zaś może wpłynąć na opinię spółki w chwili obecnej — argumentowała decyzję sędzina Katarzyna Słyś.



Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama