Reklama

Beata i Piotr Grzeszczuk z elbląskiego oddziału Teen Challenge już od 10 lat niosą ludziom nadzieję i wsparcie [ROZMOWA]

W tym roku mija dziesięć lat, odkąd Beata i Piotr Grzeszczuk wraz ze swoimi przyjaciółmi pomagają osobom bezdomnym i uzależnionym zyskać drugi życie. — Zawsze wskazuję, że siła naszej misji pochodzi od Boga oraz ludzi, którzy włączają się w pomoc. Inaczej nie dalibyśmy rady działać — mówi Beata.

Beata i Piotr pobrali się w 2007 roku. Niestety ich małżeństwo nie było usłane różami, bo główną rolę odgrywał w nim alkohol. Piotr był uzależniony. Wszystko się zmieniło, gdy oboje się nawrócili i zaczęli żyć bliżej Boga. To dzięki jego łasce Piotr wyszedł z nałogu, a Beata odzyskała męża. Bóg miał dla nich plan – chciał, aby dzięki swojemu świadectwu zyskiwali zaufanie osób bezdomnych i uzależnionych oraz pomagali im wyjść z życiowej zapaści.

[mediabox]1183940[/mediabox]

Zaczęło się od Wiesia


Beata: — Gdy się nawróciliśmy, nie mieliśmy pojęcia o kościołach i pomocy, jaką oferują. Byliśmy osobami bardzo krótko nawróconymi, ale czuliśmy wewnętrzny przymus i miłość, aby wychodzić do ludzi. A Bóg tych ludzi na naszej drodze stawiał.

Piotr: — Wiesio mieszkał przy śmietniku na ul. Agrykola. Pewnego dnia przyszedł do kościoła, do którego uczęszczaliśmy. Gdy usiadł obok nas, usłyszałem głos Boga: „ja ciebie wyciągnąłem z tego śmietnika życiowego, teraz ty pójdziesz w śmietniki i pustostany i będziesz głosił nadzieję wbrew nadziei”. Wcześniej nienawidziłem bezdomnych, brzydziłem się ich. Jeździłem na stary dworzec z kolegą i ich biłem. Gdy poznałem Wiesia, poczułem miłość do bezdomnych.

Para otoczyła Wiesia opieką.

Piotr: — Umyliśmy go i ubraliśmy. Nie mieliśmy nawet funduszy, aby zawieźć go na drugi koniec Polski – do Woli Piotrowej, gdzie znajduje się ośrodek odwykowy.

Beata: — Nie znaliśmy wtedy kroków, jakie należy podjąć, aby pomóc uzależnionej osobie bezdomnej; nie znaliśmy ośrodków, ale Bóg postawił na naszej drodze ludzi, dzięki którym dowiedzieliśmy się, jak pomagać.
[mediabox]1183955[/mediabox]

Piątkowe spotkania na dworcu

Głos Boży, który Piotr usłyszał tamtego dnia, sprawił, że zaczął chodzić w miejsca, gdzie bywali bezdomni, by powiedzieć im, że można żyć inaczej.

Piotr: — Zaczęliśmy chodzić po pustostanach z dwoma znajomymi; jeździliśmy samochodem i szukaliśmy bezdomnych, aby powiedzieć im, że jest nadzieja. Zaczęliśmy spotykać się z bezdomnymi również w niedzielę w parku przy Leclercu obok stacji benzynowej. Gdy nie przychodziła żadna osoba, to wsiadaliśmy w samochód i znowu jeździliśmy po pustostanach. Pewnego dnia stałem w tym parku i usłyszałem głos mówiący: „piątek, godzina 17.00 – Plac Dworcowy. Tam masz być”. Powiedziałem Mariuszowi i Frankowi, przyjaciołom, którzy mi pomagali, że mamy być w piątek w jednym miejscu – nie w niedzielę o 7.00 rano, gdy wszyscy jeszcze śpią, ale w piątek po południu. Jeździłem po pracy samochodem, rozdawałem ulotki i zachęcałem, aby przyjść na dworzec na ciepły posiłek. Odwiedzałem też miejsca, gdzie przebywają bezdomni i się modliłem.

Początkowo na piątkowe spotkania na dworcu przychodziła tylko garstka osób.

Piotr: — Czasem przychodziły 2-3 osoby, którym dawaliśmy kanapki. Zawsze im mówiłem: przyjdźcie za tydzień, to porozmawiamy. I tak w każdy piątek brałem Biblię pod pachę oraz kanapki i szliśmy na dworzec. Na początku było to 10 kanapek, później 20. Przyszedł czas, że trzeba było zrobić ich już 100. Z czasem rozdawaliśmy też zupy.
[mediabox]1183948[/mediabox]

Od 31 października 2014 roku piątkowe popołudnia na dworcu stały się regularnym wydarzeniem. Od dziesięciu lat ani burza, ani deszcz, ani pandemia nie przeszkodziły w tych spotkaniach. Warunki mogą być trudne, ale jedno jest pewne – w piątek o 17 na elbląskim dworcu można spotkać Beatę i Piotra oraz ich pomocników.

Piotr: — Z czasem oprócz posiłków osoby potrzebujące powiedziały, że chcą więcej. Zaczęliśmy się spotykać w domu Ewy – osoby, która z nami działała.

Beata: — Od pierwszego piątku nie było jeszcze takiego piątku, aby nas na dworcu nie było. Jeśli jednak nie mogliśmy być obecni fizycznie, to na dworcu na potrzebujących czekali nasi przyjaciele, którzy byli i są zaangażowani w działania misji.
[mediabox]1082564[/mediabox]

Przyszedł czas, w którym Beata i Piotr stwierdzili, że nie mogą już pomagać jako osoby prywatne. Postanowili zawiązać stowarzyszenie i od października 2015 roku wraz z grupą przyjaciół funkcjonują jako elbląski oddział Teen Challenge stanowiący część ogólnopolskiej Chrześcijańskiej Misji Społecznej. Prowadzą punkt konsultacyjny przy ul. Związku Jaszczurczego 17, pokój 28 i pomagają uzależnionym trafić do odpowiednich placówek odwykowych. Prowadzą hostel dla tych, którzy wygrali walkę z nałogiem. To specjalne miejsce, które ułatwia im powrót do normalności.
[mediabox]1183944[/mediabox]

Beata: — Dla nas jako misji Teen Challenge priorytetem jest niesienie ludziom przesłania Bożej miłości i ludzkiego wsparcia. To, co dla nas kluczowe, to niesienie poselstwa Dobrej Nowiny w Jezusie Chrystusie, który przyszedł na świat, aby nas ludzi zbawić od grzechu. Zawsze warto głosić Słowo Boże — nawet dla jednego serca, które zostanie nim dotknięte.
[mediabox]1183950[/mediabox]
[mediabox]1183953[/mediabox]
Cotygodniowe spotkania na Placu Dworcowym to zaledwie początek długofalowej pomocy, która oferuje chrześcijańska misja Teen Challenge.

Beata: — Spotkania są pomostem – budują zaufanie i stanowią początek procesu całej ścieżki wsparcia przy wychodzeniu z bezdomności, która często połączona jest z uzależnieniem. Tak naprawdę działamy w każdy dzień, nie tylko w piątki. Dzwonią do nas ludzie z całej Polski, którzy już sami czują, że chcą zmienić swoje życie. Umawiamy się z osobami, które pytają nas o różną pomoc, rozmawiamy z nimi, spędzamy czas. Opowiadamy o sobie i sposobach działania, przedstawiamy wachlarz rozwiązań, a przede wszystkim kierujemy na terapię. Nie jesteśmy terapeutami ani lekarzami, ale współpracujemy z ośrodkami leczenia uzależnień na terenie całej Polski. W ramach pomocy dowozimy osoby do takich ośrodków. Pomagamy ludziom, którzy często nie mają dowodów tożsamości, pomagamy im więc z wszelkiego rodzaju formalnościami, także uzyskaniem skierowania od lekarza na terapię. Wyposażamy w środki higieny i środki czystości.

Ale na piątkowe spotkania nie przychodzą tylko osoby bezdomne i uzależnione.

Beata: — Teraz co piątek przychodzi tu od 60 do 80 osób. To osoby, które przychodzą tu regularnie, które nas poznały i nam zaufały. Przyjść do nas w każdy piątek może każdy. Odwiedzają nas nie tylko osoby bezdomne, ale również seniorzy i osoby, które mają dom. Mówią, że nie przychodzą tu na zupę, ale dlatego, że dobrze się tu czują, bo chcą posłuchać Słowa Bożego, porozmawiać, potrzebują uwagi. I wiedzą, że zostaną tu wysłuchani.

Raz w roku jeden piątek na dworcu jest szczególny. To wigilia, która organizowana jest w ostatni piątek przed Świętami Bożego Narodzenia.

Piotr: — Pierwsze takie spotkanie odbyło się w 2014 roku — jak zawsze w piątek. Wtedy gotowaliśmy dla 8 osób w potrzebie – dziś tych osób jest znacznie więcej.

Beata:
— Gdy zaczynaliśmy dziesięć lat temu, to w Elblągu nie było takich przedsięwzięć. Trzeba było czasu, by zdobyć zaufanie ludzi, którzy do nas przychodzą. To nasza wierność i stałość działań, dzięki której niezależnie od warunków i pogody w każdy piątek jesteśmy na dworcu, pozwoliła to zaufanie zdobyć. Nawet w 2021 roku, gdy wigilia wypadała w piątek, o godzinie 17 również byliśmy na dworcu. To czas, gdy większość z nas zasiadała już do białego stołu, ale i tego dnia znalazły się osoby, które przyszły na dworzec. Było ich znacznie mniej, niż w inne piątki – około 20, ale mnie dotknęło wtedy to, że tego 24 grudnia przyszły tu osoby, które naprawdę nie miały dokąd się udać, które nie miały nikogo.

To już dekada

W tym roku Beata i Piotr obchodzą 10-lecie swojej działalności na ulicy.

Beata: — Nie prowadzimy statystyk, ale wśród osób, które pomagają nam w naszej działalności, jest bardzo wielu uratowanych. Działamy w ramach wolontariatu. Nikt z nas nie ma umowy, nie piszemy projektów. Wszystko, czym dysponujemy – odzież, środki czystości i higieny – pochodzą z darów i zbiórek. Zawsze wskazuję, że siła naszej misji pochodzi od Boga oraz ludzi, którzy włączają się w pomoc. Inaczej nie dalibyśmy rady działać. Jesteśmy wdzięczni wszystkim ludziom dobrej woli, którzy dokładają do tego dzieła swoją cegiełkę.

Ewelina Gulińska
[article]618237[/article]


List od Beaty i Piotra
Gdy w 2014 roku rozpoczynaliśmy służbę wśród osób bezdomnych i uzależnionych w naszym mieście, oprócz Bożej miłości i przekonania, że mamy to robić, nie mieliśmy nic. Nie posiadaliśmy specjalnej wiedzy, doświadczenia, znajomości, finansów oraz wyobrażeń, jak to będzie. Jednak czyniąc kroki wiary i trwając w posłuszeństwie Bogu, nie bacząc na okoliczności, zaczęliśmy odkrywać więcej. Bóg nam błogosławił, prowadził i objawiał krok po kroku, co i jak mamy robić. I tak otrzymaliśmy pierwszy głośnik do ewangelizacji, finanse na zakup agregatu i pomoc pierwszej bezdomnej osobie. Bóg przydawał przyjaciół pragnących nieść Dobrą Nowinę i poszerzał paliki naszej grupy. Odpowiadał na potrzeby najbardziej odrzuconych, których spotykaliśmy, i wysłuchiwał naszych modlitw. Dał rozwiązanie na sformalizowanie naszych działań i wyposażył nas we wszystko, czego potrzebowaliśmy do prowadzenia służby, wykorzystując tym samym talenty i zdolności, jakimi nas obdarował. Zamykał drzwi do miejsc, w które nie mieliśmy wchodzić i otwierał te właściwe. Jedne relacje się kończyły, inne zaczynały. Czasem towarzyszyły temu różne emocje, których byliśmy twórcami. Niekiedy przyobleczone w łzy, żale i pretensje. Wszystkie sytuacje, szczególnie te najtrudniejsze, były ku dobrej nauce, wyciągnięciu właściwych wniosków, a przede wszystkim ku doświadczeniu Bożej łaski, miłości oraz przebaczenia sobie i innym. Bóg mimo naszych słabości i potknięć nigdy nas nie porzucił ani nie opuścił. To On wskazał miejsce, czas i formę, w jakiej chce docierać do zaginionego świata. On też wlał pragnienie w serca ogromu ludzi, by ochotnie łożyli na Jego dzieło i nam pomagali we wszelki możliwy sposób. Jesteśmy ogromnie wdzięczni i świadomi, że Bóg był, jest i będzie z nami, że wciąż działa – także przez ludzi, a konkretnie przez Was.

W ciągu tych dziesięciu lat bardzo się rozwinęliśmy w naszych działaniach, niosąc bardziej kompleksową, profesjonalną i zorganizowaną pomoc. Jako ludzie również dojrzeliśmy i nabraliśmy więcej pokory, dystansu, zaufania, ale też bojaźni Bożej, wiedząc, że dziś tak samo jesteśmy od Niego zależni, jak w dniu, gdy nas powołał.

Wszystkie przedmioty i zasoby, jakimi dysponujemy: wyremontowane i wyposażone pomieszczenia, upragniony bus, „narzędzia do pracy” – to Boże błogosławieństwo, które otrzymaliśmy, służyło innym. Nic nie jest naszą własnością. Dzięki otwartości ludzkich serc, Waszej hojności, chęci współpracy, bezinteresowności, również empatii, miłości, czasem może współczuciu i zwykłemu pragnieniu podzielenia się dobrem z potrzebującymi, my możemy realizować najwyższe z powierzonych nam zadań, tj. ratowanie zagubionych dusz przez poselstwo Ewangelii. Wszystko jednak ma swoją cenę… Lecz czym ona jest w porównaniu do ceny, jaką zapłacił za nasze zbawienie sam Pan Jezus Chrystus?

Bóg jest dobry, wierny i obecny w naszym życiu, tak jak na początku drogi. Warto więc służyć temu, który pierwszy sługą się stał. Dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami w danym Wam czasie, budując cegiełka po cegiełce tę służbę. Często w zimnie, deszczu i mrozie. Na słońcu i wietrze, poświęcając swoje zdrowie, czas i modlitwę. Dziękujemy tym, którzy wytrwali z nami do dziś, i tym, którzy do nas dołączyli. Dziękujemy ludziom dobrego serca za wsparcie, zaangażowanie oraz odpowiedzi na nasze apele i zbiórki, dzięki którym możemy osobom w trudnej sytuacji życiowej przekazywać otrzymane dary: odzież, obuwie, środki higieny i czystości, zabawki, odzież dla najmłodszych, artykuły spożywcze, przedmioty użytku codziennego oraz wiele innych niezbędnych rzeczy. Dziękujemy przedsiębiorcom, darczyńcom prywatnym, organizacjom, stowarzyszeniom, działaczom społecznym, młodzieży szkolnej oraz studentom za pomoc i udział w naszych inicjatywach, oraz to, że zawsze można na Was liczyć. Dziękujemy przyjaciołom, braciom i siostrom w Chrystusie, wolontariuszom i sympatykom Teen Challenge. Dziękujemy państwu oraz wspólnocie Zboru Chrystusa Zbawiciela Parakletos we Fromborku za okazaną nam miłość i obecność.

Niech Was i nas dobry Bóg błogosławi i używa na Chwałę Pana Jezusa Chrystusa.

Piotr i Beata Grzeszczuk
[mediabox]1183942[/mediabox]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama