„Bracia,rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdy uwierzyliśmy. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła! Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom”.
Ten fragment z Listu do Rzymian (13,11-14) pięknie zaczyna nasz Adwent. Święty Paweł wzywa nas do duchowego przebudzenia. Pisze: „Rozumiejcie chwilę obecną…”. Nie jutro, nie w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale teraz. Dlaczego teraz? Dlaczego chwilę obecną? Ponieważ to od dziś powinniśmy przygotowywać się na narodziny Chrystusa. To oczywiste, że gdy ma narodzić się mały nowy człowiek, cała rodzina i każdy z osobna czyni przygotowania do jego przyjęcia. Lub gdy przyjeżdża wyczekiwany gość, to także przysposabiamy się na jego podjęcie. Trzeba zatem już, u progu tegorocznego Adwentu przyszykować się i nam na przywitanie Jezusa. Jak to zrobić? Paweł pokazuje nam to. Jego słowa to trzy duchowe wskazówki, które mogą nas przeprowadzić przez ten błogosławiony czas.
Przebudzenie duchowe
Paweł Apostoł najpierw trafia w samo sedno: „Nadeszła godzina powstania ze snu”. Cóż to oznacza? Po prostu trzeba nam się obudzić, ocknąć, zdać sobie sprawę, że ten czas dany nam jest przez Boga po to, aby zapytać siebie samego: „Z czego muszę się obudzić?”. Może z obojętności na Boga i Jego sprawy, z rutyny, ze zmęczenia i ze znużenia? A może z wygodnego chrześcijaństwa, które kosztuje mnie tyle co nic, ponieważ jestem tylko nominalnie, a nie faktycznie katolikiem, nie przestrzegając nauki, która płynie z Ewangelii i żyjąc wedle własnego widzimisię? A może jeszcze z innych stanów? Tak, trzeba się mi obudzić i wrócić do szczerości z samym sobą, do wyhamowania w codziennym pędzie pracy, obowiązków, planów, spraw „do załatwienia. Bo przecież jakże łatwo, wiem to sama po sobie, zgubić czujność duchową, zatracić zdolność do autentycznej modlitwy, refleksji, bliskiej relacji z Bogiem i często z drugim człowiekiem. Adwent jest zaproszeniem do tego, by zrezygnować choć na chwilę z nieustannych napięć codzienności. Powstać ze snu oznacza także mieć odwagę gotowości przyjrzenia się własnym ciemnościom, często złym nawykom, lękom, letargowi duszy, bierności, emocjonalnemu spłyceniu czy nawet otępieniu. Chodzi o to, aby wybudzić się z tej duchowej drzemki, z tej wewnętrznej ciemności po to, aby stać się gotowym na przyjęcie światła Chrystusa, Jego miłości, radości i pokoju, które niesie wraz ze swym narodzeniem. To powstanie ze snu nie jest jednak, jak uczy doświadczenie, dane raz na zawsze. Trzeba bowiem zachować czujność, do której zaprasza mnie sam Chrystus Pan, i nie dać się ponownie uśpić. W naszej przepięknej tradycji adwentowej pewne symbole jak wieniec adwentowy z zapalanymi co tydzień świecami czy na przykład roraty, które wyrywają mnie ze snu, aby iść na poranną mszę świętą, właśnie uczą czuwać i zachowywać czujność, aby nie przegapić narodzin Boga.
Zerwanie z ciemnością
Święty Paweł pisze też: „Odrzućmy uczynki ciemności”, a więc wzywa nas do tego, abyśmy się nawrócili, bo nie ma Adwentu bez nawrócenia. Abyśmy nie tylko interesowali się rachunkami za prezenty i świąteczne gadżety, ale także zainteresowali się zrobieniem porządnego rachunku sumienia, ponieważ nie ma Adwentu bez nawrócenia. Święty Paweł wymienia to, co najczęściej nas niszczy, a więc hulanki zwane dziś melanżami, zazdrość, rozbijanie relacji, życie bez hamulców i bez granic, bo niestety dziś często mylimy wolność z dowolnością, a radość z rozpasaniem. Adwent ma zatem być czasem przede wszystkim porządkowania sumienia, uspokojenia sporów, wyrzeczenia się drobnych, ale niejednokrotnie toksycznych nawyków. Ma być nie gonitwą za zakupami, a gonitwą za wewnętrznym pokojem, nie słuchaniem głosu nachalnych reklam, a słuchaniem głosu sumienia.
Przyobleczenie się w Chrystusa
Apostoł Paweł prosi też: „Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa”. W Adwencie nie jesteśmy jednak sami. Nie musimy podejmować wyzwań adwentowych trudem własnej samodyscypliny, ponieważ naszym wysiłkom zawsze towarzyszy Boże błogosławieństwo i czuwa wraz z nami także Maryja Niepokalanie Poczęta, patronka Adwentu. Jeśli będziemy czytać Pismo Święte, modlić się, być uważnymi na innych, szczególnie tych, których łatwo pominąć, gdy zmienimy naszą perspektywę widzenia, gdy wejdziemy w Jezusowy sposób myślenia i patrzenia na świat, gdy pozwolimy, aby Jego łaska prowadziła nasze decyzje i wybory, gdy zrezygnujemy z uczynków ciemności, to jest duża szansa na to, że Boże Narodzenie będzie naszym wewnętrznym i głębokim udziałem, nawet gdy nadal nie będziemy idealni czy doskonali. Chrystus w końcu urodził się w stajni. Bóg nie czekał, aż wszystko będzie posprzątane, że będzie lśniło, nie szukał cieplarnianych warunków, ale za to szuka nas, aby nas kochać takimi, jakimi jesteśmy. Może dlatego Adwent jest tak dobrym momentem na to, by przestać udawać doskonałość, a zacząć pokazywać Bogu szczerą prawdę o sobie.
Te trzy punkty: obudzić się z duchowego letargu, odrzucić ciemność i przyoblec się w Chrystusa mogą stać się dla nas busolą w kolejnych tygodniach Adwentu. A jeśli potraktujemy je poważnie, Boże Narodzenie przestanie być tylko przyjemnym świętem zimowym wolnym od pracy, a stanie się narodzeniem Boga w nas. I może właśnie wtedy zrozumiemy najpełniej Pawłowe „teraz”, bo zbawienie naprawdę jest bliżej, niż myślimy…
Zdzisława Kobylińska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze