Gdyby działała, 20 maja obchodziłaby 120 urodziny. Została zbudowana z potrzeby i oddolnej inicjatywy za prywatne pieniądze, by wspierać lokalny przemysł i biznes. Choć jej powolność bywała przedmiotem żartów, mieszkańcy byli z niej dumni. Czasami złościła, gdy trzeba było czekać aż przez ulicę przetoczą się wagony. Inni korzystali z nie lada atrakcji, jaką była jazda na gapę na stopniach wagonu towarowego. Kolej Nadzalewowa – to o niej będzie najbliższy seans popularnego cyklu „Elbląg na dużym ekranie”.
— Gdy układałem przed rokiem plan seansów na ten sezon, nie przypuszczałem, że temat Kolei Nadzalewowej będzie wciąż tak aktualny – mówi Juliusz Marek, autor i animator cyklu. — Nie dziwię się, bo sam mam do niej wiele sentymentu. Gdy byłem dzieckiem jeździliśmy pociągiem na plażę do Suchacza. Moja mama pracowała krótki czas w Jagodnie, skąd wysyłano do Europy trzcinę. Czasami zabierała mnie do pracy – oczywiście pociągiem. Później już ze swoimi dziećmi jeździłem do Fromborka na niedzielne koncerty organowe. Atrakcją tych podróży były zapierające dech widoki. Natomiast jadący przez miasto pociąg wstrzymywał ruch na kilkanaście minut. To też doskonale pamiętam. Wspaniale, że są filmy, na których to uwieczniono.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!