Reklama

Krwiodawstwo wchodzi w nawyk

13/06/2021 11:48

Krwi nie da się wyprodukować. Nie wiadomo, kto i kiedy będzie jej potrzebował. Dla mnie to mały gest — dla innych to szansa na przeżycie lub poprawę stanu zdrowia — mówi Kamila. Jak nasze rozmówczynie wspominają swoje pierwsze ukłucie?

14 czerwca obchodzimy Światowy Dzień Krwiodawcy. Data nie jest przypadkowa — tego dnia urodził się doktor Karl Landsteiner, który w 1901 roku odkrył grupy krwi, za co w 1930 otrzymał nagrodę Nobla.

Dziś nasza świadomość rośnie — coraz więcej osób regularnie oddaje krew, zdając sobie sprawę z tego, że w ciągu kilkunastu minut, przyczynić się można do uratowania ludzkiego życia.

— Latem 2015 roku pojawiło się ogłoszenie, że pilnie potrzebna jest krew dla mamy mojego znajomego. To był taki spontan — do centrum poszłam z marszu — przypomina sobie Karolina z Elbląga.

Dziś na swoim koncie ma już prawie 8 litrów oddanej krwi i może się już pochwalić Odznaką ZHDK trzeciego stopnia.

— Rozejrzyjcie się dookoła. Na pewno ktoś z waszych bliskich był kiedyś w szpitalu, może potrzebował krwi — każdego dnia ktoś jej przecież potrzebuje. Może warto zostać takim superkrewniakiem i błysnąć u cioci na imieninach informacją, że ja też oddaję krew? — zachęca nasza rozmówczyni.

I dodaje: — My, krwiodawcy, jesteśmy z tego dumni. Nie oczekujemy za to braw, nie o to tu chodzi. Są wśród nas ludzie, którzy oddali taką ilość, że to aż trudno w to uwierzyć — to są właśnie bohaterowie. Namawiam też na zapisywanie się w bazie dawców szpiku i organów. Trzeba coś od siebie dawać. Nigdy nie wiadomo, komu uratujesz życie.

[mediabox]727673[/mediabox]

Karolina jest bardzo dumna ze swojego syna — dopiero skończył 18 lat, a ma już za sobą dwie donacje.

Ale co z tymi, których przed oddaniem krwi nadal powstrzymuje strach?

— Każdy ma jakieś obawy. Najlepiej przyjść i samemu się przekonać, jakie to uczucie. Atmosfera w elbląskim oddziale jest zawsze cudowna. Oddanie krwi trwa chwilę, ale można w tym czasie poznać wspaniałych ludzi i zapomina się o samym wkłuciu, które w porównaniu z tym, co dajemy, jest drobnostką — mówi Karolina.

I dodaje: — Można też spojrzeć na to z innej strony. Dzięki donacjom, mamy na bieżąco pod kontrolą swoje wyniki krwi. Raz w roku wykonywane jest pełne badanie, a niewiele osób robi takie regularnie, a tutaj mamy je jakby przy okazji. Więc są korzyści i dla dawców, a nie wspomnę już o pakiecie słodkości i innych prezencikach czy nagrodach z różnych akcji promocyjnych, które są organizowane właśnie po to, by zachęcić ludzi do odwiedzenia centrum. Zasłużeni dawcy również mają swoje przywileje. Podsumowując to wszystko, myślę, że jest wystarczająco dużo powodów, żeby obawy, jakiekolwiek by nie były, przełamać, i do nas dołączyć.

Kamila nie mogła się doczekać swojego pierwszego ukłucia.

— Po raz pierwszy oddałam krew, mając 18 lat — dokładnie 29 sierpnia 2014 roku. Już wcześniej wiedziałam, że chcę to zrobić. Dorastałam, patrząc jak mój starszy brat, regularnie oddaje krew. Jako dziecko nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak to działa i jak to wygląda, ale wiedziałam, że to coś ważnego — mówi Kamila.

— Problemy zdrowotne sprawiły, że na fotelu krwiodawcy usiadłam dopiero 8 miesięcy po osiągnięciu pełnoletniości. Obiecałam sobie, że do centrum krwiodawstwa będę wracać regularnie. Tutaj należy się ogromny ukłon w stronę pań pielęgniarek i całej ekipy tworzącej oddział w Elblągu. Panuje tutaj rodzinna, ciepła i wesoła atmosfera — przyznaje nasza rozmówczyni.

[mediabox]727669[/mediabox]

Kamila oddała już 6750 mililitrów krwi i ma nadzieję, że jeszcze w tym miesiącu uda jej się oddać kolejne 450.

Co powiedziałaby tym, którzy jeszcze zastanawiają nad wizytą w punkcie krwiodawstwa?

Krwi nie da się wyprodukować. Nie wiadomo, kto i kiedy będzie jej potrzebował. Dla mnie to mały gest, który nic nie kosztuje. Dla innych to szansa na przeżycie lub poprawę stanu zdrowia. Nie ma znaczenia, z jakiego powodu ktoś to robi — czy dla siebie, innych, dla wolnych dni czy czekolad — każda krew jest tak samo ważna i z taką samą mocą ratuje życie i zdrowie — zaznacza Kamila.

Elblążanka zapewnia, że po każdej wizycie w punkcie, wychodzi z niego szczęśliwa.

— To taki mały wyrzut endorfin, który na swój sposób uzależnia i dzięki niemu chce się wracać regularnie do oddziału. Jeżeli macie jeszcze obawy, warto znaleźć w swoim środowisku kogoś, kto ma na tym polu doświadczenie. Wybrać się do oddziału tego samego dnia — razem. Jeśli nie znacie takiej osoby, to na Facebooku jest fanpage "Więzy krwi"[, który zrzesza krwiodawców z Elbląga i nie tylko. Gdybym przeczytała na nim, że ktoś szuka kompana do pierwszej wizyty w krwiodawstwie, chętnie zaoferowałabym swoje wsparcie i towarzystwo — zapewnia Kamila.

Prowadzącą grupę "Więzy krwi" jest Małgorzata, która oddała krew po raz pierwszy, mając 21 lat.

— Z samym zamiarem nosiłam się dużo wcześniej. Powstrzymywał mnie jednak strach przed igłą i obawa przed złym samopoczuciem. Chęć zrobienia czegoś dla innych okazała się silniejsza — przekazuje elblążanka.

Początki nie były łatwe, ale już przez pierwszy rok oddała krew 4 razy, czyli tyle, ile wynosi maksymalna liczba donacji dla kobiety.

— Robiło mi się słabo albo miałam chwilowe omdlenia. Nie zniechęciło mnie to, ponieważ panie z krwiodawstwa zajmowały się mną najlepiej, jak potrafiły. To właśnie atmosfera, która towarzyszyła pierwszej donacji i podczas odzyskiwania sił spowodowała, że chciałam wrócić. I wracałam — przyznaje nasza rozmówczyni.

Małgorzata w Polsce oddała już 11,7 litra krwi, a po przeprowadzce do Niemiec nadal zachowuje regularność w oddawaniu krwi.

— Po pewnym czasie krwiodawstwo wchodzi w nawyk, to czynność, która jest już tak oczywista, że człowiek nie wyobraża sobie, aby mogło tego zabraknąć. Pierwsza donacja w Niemczech była bardzo stresująca, przez cały proces musiałam przejść sama, ponieważ podobnie jak w Polsce, ze względu na pandemię, nie można było zabrać ze sobą osoby towarzyszącej. Bariera językowa to spory problem, jednak determinacja i wiedza jak przebiega proces donacji, który ostatecznie jest bardzo podobny, powoduje, że człowiek wątpliwości zostawia na później i działa, bo w końcu to jest sedno sprawy — relacjonuje Małgorzata.

[mediabox]727676[/mediabox]

I dodaje: — Osoby, które mnie znają, wiedzą, jak kocham krwiodawstwo, jak wiele jestem w stanie zrobić, by namówić choć jedną osobę do oddawania krwi. Zrealizowałam nawet swój pomysł na skarpetki ozdobione grupami krwi, które miały być noszone jako promocja krwiodawstwa. Dziś na każdej wycieczce mam na sobie koszulkę lub skarpetki swojego pomysłu. Odkąd założyłam fanpage, moim marzeniem jest praca przy promocji krwiodawstwa, nie zza biurka, ale aktywna — pełna uśmiechu i poczucia humoru — krwiodawstwo nie musi być przecież nudne.

[iframe]https://www.facebook.com/plugins/page.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FDziennikElblaski%2F&tabs&width=340&height=130&small_header=false&adapt_container_width=true&hide_cover=false&show_facepile=true&appId" width="340" height="130" style="border:none;overflow:hidden" scrolling="no" frameborder="0" allowfullscreen="true" allow="autoplay; clipboard-write; encrypted-media; picture-in-picture; web-share"][/iframe]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama