Policjant z Elbląga, nieprawomocnie skazany za przekroczenie uprawnień i znęcanie się podczas przesłuchania 18-letniej kobiety, walczy przed sądem odwoławczym o uniewinnienie. Obrona kwestionuje kopię nagrania stanowiącą jeden z głównych dowodów w sprawie, podważa ustalenia dotyczące szarpania i kierowania gróźb oraz przekonuje, że zachowanie funkcjonariusza nie wyczerpuje znamion przestępstwa.
Przed sądem odwoławczym odbyło się posiedzenie w sprawie apelacji wniesionej przez obrońcę Bartłomieja K., policjanta z Komendy Miejskiej Policji w Elblągu, skazanego nieprawomocnym wyrokiem za przekroczenie uprawnień podczas przesłuchania młodej kobiety w kwietniu 2022 roku. Sprawa dotyczy interwencji związanej z uszkodzeniem drzwi taksówki. Jedna z pasażerek pojazdu została wezwana na komendę w charakterze świadka. To właśnie tam doszło do rozmowy, której przebieg kobieta zarejestrowała telefonem komórkowym. Przypomnijmy, że początkowo deklarowała ona, iż poda dane sprawcy uszkodzenia taksówki. Będąc już w komendzie, twierdziła jednak, że nie wie, jak nazywa się sprawca, i że niczego nie pamięta.
Na nagraniu słychać m.in.:
„Mów, gówniaro, jak on się nazywa, bo ci, k…a, jeszcze zaraz tu klapsa zapodam”.
„Myślisz, że jak powiesz, że się nachlałaś, to co, myślisz, że ujdzie ci to na sucho?”.
„K…a, ostatni raz będziesz piła do niepamięci, rozumiesz?”.
„To nie jest film, że pójdziesz na policję i powiesz, że nie wiesz, o co chodzi”.
Nagranie stało się jednym z głównych dowodów w sprawie i to na nim w dużej mierze oparł się sąd pierwszej instancji.
2 lipca 2025 roku Sąd Rejonowy w Elblągu uznał funkcjonariusza za winnego przekroczenia uprawnień i znęcania się psychicznego nad świadkiem. Policjant został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Oskarżony nie przyznał się do winy.
– Bartłomiej K., będąc funkcjonariuszem publicznym, policjantem Komendy Miejskiej Policji w Elblągu, przekroczył swoje uprawnienia w toku rozpytania świadka N.T. i w celu uzyskania określonych zeznań i informacji stosował wobec świadka przemoc w postaci szarpania za torebkę, groził pozbawieniem wolności oraz naruszeniem nietykalności cielesnej, wielokrotnie znieważył słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe, całokształtem swojego zachowania znęcając się psychicznie nad świadkiem, czym działał na szkodę interesu publicznego oraz prywatnego N.T. – podsumował wówczas wyrok Arkadiusz Kuta, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Elblągu.
Podczas rozprawy apelacyjnej obrońca policjanta wniósł o zmianę wyroku na uniewinnienie, ewentualnie o jego uchylenie i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. W obszernej argumentacji zakwestionował ustalenia sądu pierwszej instancji oraz ocenę dowodów.
– Już od pierwszego ustalenia sądu pierwszej instancji mieliśmy do czynienia z oceną dowolną, a nie swobodną. Każde słowo mojego klienta zostało zinterpretowane na jego niekorzyść – mówił przed sądem.
Obrońca podnosił, że nagranie rozmowy, które stało się jednym z głównych dowodów w sprawie, jest jedynie kopią, a nie oryginałem.
– Dysponujemy nagraniem, kopią nagrania z tego zdarzenia przez nas kwestionowaną co do wiarygodności. W postępowaniu przygotowawczym prowadzonym przez Prokuraturę Krajową w Sopocie zostało uznane, iż kopia nagrania nie może być dowodem w sprawie. Niemniej tutaj podjęto się oceny kopii, uznając, że kopia nagrania nie została zdeformowana czy zmodyfikowana. Natomiast nie wiadomo, czy oryginał nie został zmodyfikowany – argumentował.
Obrońca wskazywał, że podczas rozpytania świadka stosowane są określone techniki operacyjne, a sposób prowadzenia rozmowy powinien być dostosowany do osoby, z którą policjant kryminalny ma do czynienia.
— Inaczej rozpytuje się profesora prawa, inaczej osobę dojrzałą, a inaczej 18-latkę, która powołuje się na upojenie alkoholowe, czyli jakby nie patrzeć nieco zdemoralizowaną, która kontaktuje się z przestępcą i próbuje go kryć — przekonywał. — Działanie oskarżonego polegało na dostosowaniu języka do sytuacji. Mówił, że jest osobą niedojrzałą i używał słów, które miały do niej dotrzeć. Nie były to słowa, które miały obrazić. Celem było dotarcie językiem młodzieżowym do tego, żeby przekonała się i powiedziała prawdę.
Odniósł się także do interpretacji słów o „pójściu za kraty”.
– Sąd przyjął, że mój klient powiedział: „Pójdziemy za kraty”, co miałoby oznaczać więzienie. Tymczasem on użył sformułowania: „Zapraszam panią za kratę, do wydziału kryminalnego”. Wydział kryminalny Komendy Miejskiej Policji znajduje się na trzecim piętrze i jest odgrodzony kratą, co jest standardem organizacyjnym. Na nagraniu jest dźwięk tej kraty, która jest otwierana. I nie „pójdziemy za kraty” w stylu „pójdziemy do więzienia”, tylko „pójdziemy do wydziału kryminalnego”, gdzie mój klient ma swój gabinet, żeby dokonać rozpytania – tłumaczył.
Obrońca odniósł się również do kwestii użycia słowa k****.
– Nie padło słowo „kurwo” skierowane do pokrzywdzonej. Padło sformułowanie „to, kurwa, ostatni raz będziesz piła do niepamięci”. Był to przerywnik w wypowiedzi, użyty w reakcji na tłumaczenie się rzekomą niepamięcią. Nie było to określenie pokrzywdzonej ani zniewaga wobec jej osoby, lecz element wypowiedzi mającej wzmocnić przekaz – przekonywał.
Obrońca odniósł się także do zarzutu dotyczącego grożenia pokrzywdzonej pobiciem.
— W zarzucie pojawia się twierdzenie, że straszył ją pobiciem. Tymczasem mój klient powiedział, że „da klapsa”. W tym aspekcie należałoby wrócić do kontekstu całej rozmowy i do tego, jakie przesłanie mu przyświecało — mówił.
Podkreślał, że policjant zwracał się do 18-letniej wówczas kobiety słowem „dzieciaku”, wskazując na dzielącą ich różnicę wieku. — Mój klient ją pouczał. Mówił: „Po co ci to? Po co ci te problemy? Powiedz prawdę. Po co masz być karana za składanie fałszywych zeznań?”. W jakiś sposób mobilizował ją do tego, by mówiła prawdę — argumentował obrońca.
Odnosząc się do słowa „klaps”, dodał: — Klaps to sformułowanie, którego używa rodzic wobec dziecka, by zmotywować je do właściwej postawy. Po pierwsze, mój klient nie podjął żadnych takich działań. Po drugie, nie jest to groźba popełnienia przestępstwa. Jeśli rodzic mówi do dziecka „dam ci klapsa”, to czy popełnia przestępstwo? Czy wszyscy popełniamy przestępstwo, mówiąc: „Dam ci klapsa, sprzątnij klocki”? Nie. Trzeba to oceniać w sposób racjonalny — przekonywał.
Odnosząc się do zarzutu szarpania za torebkę, stwierdził: – Nie było kontaktu fizycznego. Pokrzywdzona, widząc to, gdy ręka mojego klienta jeszcze nie dotarła do tej torebki, schowała ją za plecy. W związku z tym ani nie było kontaktu z pokrzywdzoną, ani nie było kontaktu z torebką.
Na zakończenie podkreślił: – Znęcanie się to działanie długotrwałe, wielozachowaniowe. To zdarzenie trwa pięć minut. O jakim tu znęcaniu możemy mówić?
Prokurator wniósł o odrzucenie apelacji w całości i utrzymanie w mocy wyroku sądu pierwszej instancji. W swoim wystąpieniu odniósł się do argumentacji obrony, która wskazywała na „ojcowski” charakter wypowiedzi oskarżonego.
– Pan mecenas mówi o tym, że oskarżony wcielał się w rolę mentora, niemal rodzica. Ale pan oskarżony nie był rodzicem tej dziewczyny. Nie zajmował się jej wychowaniem. Był funkcjonariuszem państwowym, policjantem. A jego obowiązki są inne – przypomniał.
Prokurator zaznaczył, że 18-letnia kobieta, która stawiła się na komendzie, powinna zostać potraktowana profesjonalnie. – To jest osoba bardzo młoda. Ona raczej powinna uzyskać wsparcie policji, a nie zostać tak potraktowana, jak została potraktowana – mówił.
Przywołał również słowa pokrzywdzonej. – Utkwiło mi w głowie zdanie pani pokrzywdzonej, że współczuje dzieciom pana oskarżonego, jeśli tak zachowuje się w domu – oznajmił.
Wyrok poznamy 25 lutego.
Ewelina Gulińska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze