Reklama

Proces w sprawie brutalnego napadu przy ul. Dąbrowskiego. Oskarżony z różańcem w dłoniach

Przed Sądem Okręgowym w Elblągu trwa proces w sprawie brutalnego napadu przy ulicy Dąbrowskiego. Podczas drugiej rozprawy przesłuchano świadka, który przez blisko tydzień po przestępstwie trzymał na swojej posesji samochód, którym mieli poruszać się sprawcy. – Bałem się tej sytuacji i nie wiedziałem, co zrobić – zeznał. Trzydziestopięcioletni Michał H., oskarżony o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, nie przyznaje się do winy. Na ławie oskarżonych siedział spokojnie, trzymając w dłoniach różaniec.

W czwartek, 12 marca, odbyło się drugie posiedzenie w procesie dotyczącym brutalnego ataku przy ulicy Dąbrowskiego w Elblągu, do którego doszło 2 kwietnia 2025 roku. W wyniku tego zdarzenia zmarł 40-letni Maciej A.

Podczas drugiej rozprawy sąd przesłuchał świadka Ireneusza R., który na początku śledztwa był zatrzymany w tej sprawie. Na jego posesji w Solnicy koło Nowego Dworu Gdańskiego znajdował się bowiem samochód Volkswagen Sharan, który według ustaleń śledczych mógł mieć związek ze sprawą. Jak wynika z zeznań świadka z postępowania przygotowawczego, pojazd pojawił się na jego posesji już po zdarzeniu. Zostawił go tam jego znajomy Grzegorz S., tłumacząc, że samochód jest popsuty. Auto stało na posesji Ireneusza R. około tygodnia.

Reklama

Z zeznań świadka wynika, że o śmierci Macieja A. dowiedział się dopiero dwa dni po ataku. Jak relacjonował, wiadomość przekazał mu znajomy w rozmowie prowadzonej przez WhatsApp.

„W piątek, 4 kwietnia 2025 roku, napisałem do kolegi, aby wpadł do mnie na kawę. Było to wieczorem. On mi napisał, że Maćka A. oprawili i że zmarł w szpitalu. Zdziwiłem się, bo znałem Maćka z dawnych lat i o całej sytuacji nie wiedziałem. Z całej rozmowy wynikało, że doszło do jakiegoś napadu i A. został zabity. Rozmawiałem z nim o całej tej sprawie, ale rozmowa opierała się jedynie na informacjach medialnych i plotkach, z których wynikało, że z tym zdarzeniem może mieć coś wspólnego rodzina S., ale nie wiem kto” – powiedział.

Reklama

Ireneusz R. tłumaczył, że po tej rozmowie dzwonił do znajomego i próbował doprowadzić do tego, aby samochód, który wcześniej pozostawił na jego posesji Grzegorz S., został zabrany.

Dopiero później – jak zeznał – zaczął łączyć informacje o śmierci Macieja A. z samochodem stojącym na jego posesji.

„Zacząłem łączyć fakty i gdy zobaczyłem na swoim monitoringu, że Grzesiek wjechał na moją posesję i że możliwe, że w rozmowie telefonicznej mnie okłamał z tym popsutym samochodem, jeszcze bardziej się wystraszyłem. Nie zadzwoniłem do Grześka i jego rodziny, bo nie miałem numeru, aby się z nimi skontaktować. Bałem się tej sytuacji i nie wiedziałem, co zrobić. Czekałem, aż sami zabiorą samochód” – przyznał.

Reklama

Z jego relacji wynika, że samochód został zabrany 8 kwietnia. Tego dnia na jego posesji pojawił się Grzegorz S. Świadek podkreślał, że podczas spotkania nie rozmawiał z nim o zdarzeniu w Elblągu.

„Rozmawiałem z Grześkiem o neutralnych sprawach. Nie chciałem poruszać tematu napadu na Maćka A., bo bałem się reakcji Grześka. Jak zacząłem rozmawiać z Grześkiem na mojej posesji, to zobaczyłem, że przed Volkswagenem Sharanem jechał mały srebrny samochód Renault, a w środku siedziało kilka osób, ale nie potrafię określić ile. Z całą pewnością w Renaulcie nie było tylko kierowcy. Oba samochody, jak wróciły z tej ślepej ulicy, stanęły na końcu mojej posesji od strony zewnętrznej” – relacjonował.

Reklama

W trakcie z Volkswagena wysiadł jeden z mężczyzn.

„Był bardzo wysoki, dobrze zbudowany, w wieku około 40-45 lat, krótko ostrzyżony, na jeża, ciemny blond, bez zarostu, bez okularów. Nie pamiętam, w co był ubrany, ale myślę, że go rozpoznam” – opisywał.

Podczas rozprawy poruszono również wątek wiadomości z komunikatora WhatsApp.  Obrońca oskarżonego odczytał fragment rozmowy, w której rozmówca informuje świadka o śmierci Macieja A.: „A. oprawili, zmarł dzisiaj w szpitalu”. Ireneusz R. zadał wówczas pytanie: „Kto?”, a gdy rozmówca napisał: „Jak myślisz”, odpisał: „To będą siedzieć”.

Reklama

– Zupełnie nie o tym pomyślałem. Nie potrafię teraz na to pytanie odpowiedzieć, ale nie chodziło mi o osoby podejrzane – tłumaczył przed sądem.

Mecenas odczytał także kolejną wiadomość z tej rozmowy: „Się upruła, wszystko przez Wąsa”.

– Nie wiem, kim jest Wąs – oświadczył świadek.

Pod koniec przesłuchania sędzia polecił Ireneuszowi R., aby spojrzał na oskarżonego i odpowiedział, czy go zna. Mężczyzna stwierdził, że nigdy wcześniej go nie widział.

Podobnie zeznawali inni świadkowie związani ze sprzedażą samochodu Volkswagen Sharan. Jak wynikało z ich relacji, nikt z nich nie kojarzył oskarżonego i według nich nie brał on udziału w zakupie pojazdu.

Reklama

O brutalny napad przy ulicy Dąbrowskiego w Elblągu oskarżony jest 35-letni Michał H., mieszkaniec Białegostoku. Ma wykształcenie średnie, wcześniej nie był karany. Przed zatrzymaniem pracował jako trener personalny. Podczas rozprawy siedział spokojnie na ławie oskarżonych, przez cały czas trzymając w dłoniach różaniec. Jego obrońcy twierdzą, że mężczyzna jest niewinny, nie brał udziału w brutalnym ataku, a osoby, które rzeczywiście odpowiadają za to zdarzenie, wciąż przebywają na wolności. Według obrony tłem sprawy miały być porachunki między grupami dilerów narkotykowych, które w elbląskim półświatku walczą o wpływy i kontrolę nad terenem.
Oskarżonemu grozi kara pozbawienia wolności na co najmniej pięć lat albo dożywocie.

Przypomnijmy. Brutalny atak na ulicy Dąbrowskiego w Elblągu zakończył się śmiercią 40-letniego Macieja A. Do zdarzenia doszło 2 kwietnia 2025 roku.

Reklama

Według ustaleń śledczych pod jedną z posesji na ulicy Dąbrowskiego zatrzymał się samochód, którym podróżował elblążanin. Chwilę później za jego pojazdem stanął drugi samochód, z którego wysiadło dwóch zamaskowanych mężczyzn. Napastnicy wybili szybę w aucie, rozpylili gaz i zaatakowali mężczyznę ostrym narzędziem.

Po napaści zabrali saszetkę, w której znajdowało się około 2,5 tysiąca złotych, a następnie uciekli z miejsca zdarzenia. Ciężko ranny Maciej A. trafił do szpitala, gdzie – mimo udzielonej pomocy – zmarł dwa dni później. Policja informowała wówczas, że mężczyzna niedawno opuścił zakład karny, gdzie odbywał karę za przestępstwa narkotykowe.

Reklama

Miesiąc po zdarzeniu policjanci zatrzymali w Warszawie mieszkańca Białegostoku. To jemu prokuratura zarzuciła udział w brutalnym napadzie.

– Według aktu oskarżenia Michał H. odpowiada za czyn z art. 156 § 3 w zbiegu z art. 280 § 3 Kodeksu karnego, czyli spowodowanie uszkodzeń ciała skutkujących śmiercią w zbiegu z rozbojem z użyciem niebezpiecznego narzędzia – informowała w styczniu Agata Złotowska z Prokuratury Okręgowej w Elblągu, która przedstawiła w sądzie zarzuty.

Śledczym nie udało się ustalić tożsamości drugiego ze sprawców brutalnego napadu. W związku z tym postępowanie w tej części zostało umorzone.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/03/2026 09:25
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ag - niezalogowany 2026-03-12 16:02:10

    Do pudła na conajmniej 25 lat

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama