Reklama

"W Polsce nic się nie opłaca". Prom w Kępinach do likwidacji

16/03/2012 10:51

Latem oblegany przez turystów zmierzających na plaże Mierzei Wiślanej, zimą częściej przewożący powietrze. Zagrał nawet epizod w filmie. Ale chyba nawet zasługi dla polskiej kinematografii nie uchronią go przed likwidacją. 1 kwietnia prom w Kępinach Wielkich (gm. Elbląg) przestanie funkcjonować.


Przeprawa w Kępinach Wielkich największym powodzeniem cieszy się latem. Często tę trasę wybierają kierowcy i rowerzyści, którzy chcą dotrzeć na plaże Mierzei Wiślanej i uniknąć podróżowania krajową "siódemką".

Zimą z przeprawy, co potwierdzają także pracownicy, korzystają nieliczni. Przede wszystkim mieszkańcy okolicznych wiosek. Abonament kosztuje 50 zł. 

— Rolnik dzierżawi ziemię po drugiej stronie rzeki. Dzisiaj, by do niej dotrzeć musi przejechać kilkaset metrów, jak zamkną prom będzie musiał jechać przez most w Kępkach, czyli w jedną stronę ok. 15 km — tłumaczą pracownicy promu. 


Kierowca samochodu osobowego za transport na drugi brzeg rzeki płaci 5 zł. Z opłaty zwolnione są maszyny rolnicze. 

— Latem zdarza się, że nasz utarg wynosi kilkaset złotych. Zimą jest zdecydowanie gorzej. W środę do godz. 13 zarobiliśmy 15 złotych — opowiadają nam pracownicy. 


Mieszkańcy nie mogą pogodzić się z pomysłem likwidacji promu.

— Zbieraliśmy podpisy pod petycją w tej sprawie i przekazaliśmy je do Urzędu Gminy w Elblągu. Wójtowa mówiła, że może dołożyć 20 tysięcy. Podobno Nowy Dwór nie chce dołożyć, ale dlaczego — dziwi się sołtys Kępin Wielkich Robert Kotlewski. — My przecież za darmo też nie pływamy. Tak już jest w Polsce, najlepiej wszystko zlikwidować, bo nic się nie opłaca. Przez tyle lat działania tego promu, to tutaj już dawno most powinien powstać. Zimą faktycznie ruch był mniejszy, ale latem było inaczej. To nawet taka atrakcja turystyczna.


Pracownicy i miejscowi do dzisiaj pamiętają jak na promie kręcono sceny do filmu "Świadek koronny". — Scena jest bardzo krótka, a prom przez dwa dni był nieczynny — wspominają.


Prom w Kępinach Wielkich obsługuje 8 osób. Pracują na zmiany przez całą dobę. Prom między godz. 22 a 6 jest nieczynny, ktoś musi pilnować sprzętu.

— Jesienią ubiegłego roku przez trzy miesiące robiliśmy badania na promie. Wyszło nam, że 60 procent korzystających z promu pochodzi z drugiej strony rzeki, czyli woj. pomorskiego. 40 procent to nasi mieszkańcy — mówi Stanisław Pierzchała, zastępca dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych w Pasłęku.


Ewa Dąbska, starosta powiatu nowodworskiego, nie mówi ostatecznego nie dla współfinansowania przeprawy.
— Z punktu widzenia społecznego ten prom jest na pewno potrzebny, jest wykorzystywanych przez mieszkańców, także naszego powiatu, rolników. Dodatkowo to atrakcja turystyczna. Na terenie naszego powiatu są dwa takie promy: w Mikoszewie i ten w Kępinach Wielkich. Chcielibyśmy, żeby ta przeprawa została utrzymana.

Przeprawa promowa w Kępinach Wielkich leży na granicy województw. Kępiny Wielkie to jeszcze teren woj. warmińsko-mazurskiego, a po drugiej stronie Nogatu zaczyna się woj. pomorskie. Dotychczas koszt utrzymania promu, w wysokości ok. 350 tys. zł rocznie, ponosiło jedynie starostwo elbląskie. Tymczasem wpływy z biletów co roku malały. Dlatego starostwo chce, by także samorządy z woj. pomorskiego finansowały część kosztów utrzymania przeprawy.


Kolejne spotkanie z udziałem zainteresowanych stron w Elblągu nie przyniosło przełomu. Nikt, oprócz gminy Elbląg, nie złożył konkretnej deklaracji dofinansowania przeprawy. Dlatego starostwo dalej przygotowuje się do likwidacji promu. Przeprawa ma zostać zamknięta 1 kwietnia. Wkrótce po tym zostanie ogłoszony przetarg na sprzedaż promu.
AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama