Reklama

Ruszył proces w sprawie brutalnego napadu na Dąbrowskiego. Obrona: „To nie ten człowiek”

Rozpoczął się proces dotyczący brutalnego ataku na ulicy Dąbrowskiego, w wyniku którego w szpitalu zmarł 40-latek z Elbląga. Na ławie oskarżonych zasiadł trener personalny z Białegostoku, który zdaniem obrony nie ma związku z tą sprawą. – Przecież naszego klienta tam nie było. Tam było dwóch mężczyzn, te osoby są znane organom ścigania – mówią obrońcy. W ich ocenie tłem zdarzenia mogły być porachunki między grupami dilerów narkotykowych działających w elbląskim półświatku.

W czwartek, 22 stycznia, przed Sądem Rejonowym w Elblągu rozpoczął się proces w sprawie rozboju ze skutkiem śmiertelnym, do którego doszło 2 kwietnia 2025 roku.  Według ustaleń śledczych pod jedną z posesji na ulicy Dąbrowskiego zatrzymał się samochód, którym podróżował 40-letni elblążanin Maciej A. Chwilę później za jego pojazdem stanął drugi samochód, z którego wysiadło dwóch zamaskowanych mężczyzn. Napastnicy wybili szybę w aucie, rozpylili gaz i zaatakowali mężczyznę ostrym narzędziem. Po napaści zabrali saszetkę, w której było dwa i pół tysiąca złotych, i uciekli z miejsca zdarzenia. Ranny 40-latek trafił do szpitala, gdzie mimo udzielonej pomocy zmarł dwa dni później. Policja podała wówczas, że ofiara niedawno opuściła zakład karny, gdzie odbywała karę za przestępstwa narkotykowe. 

 Miesiąc później policjanci zatrzymali w Warszawie 34-letniego mieszkańca Białegostoku, trenera personalnego. To jemu prokuratura zarzuciła udział w rozboju. 
– Według aktu oskarżenia Maciej H. odpowiada za czyn z art. 156 § 3 w zbiegu z art. 280 § 3 Kodeksu karnego, czyli za spowodowanie uszkodzeń ciała skutkujących śmiercią w zbiegu z rozbojem z użyciem niebezpiecznego narzędzia – informuje Agata Złotowska, prokurator Prokuratury Okręgowej w Elblągu, która przedstawiła w sądzie zarzuty.  Śledczym nie udało się ustalić tożsamości drugiego ze sprawców brutalnego napadu, w związku z czym postępowanie w tej części zostało umorzone.

Reklama

Podczas pierwszej rozprawy Maciej H. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Ma je złożyć na następnej rozprawie, gdy obrona zapozna się dokładniej z całym materiałem dowodowym. Oskarżony od maja ubiegłego roku przebywa w tymczasowym areszcie.  

W czwartek miała zeznawać partnerka ofiary, jednak nie stawiła się w sądzie. Zeznawała natomiast siostra zmarłego.

Odpowiadając na pytania sędziego,  powiedziała:  – Przed tym zdarzeniem nie miałam żadnych informacji, żeby mój brat miał jakieś zobowiązania albo żeby ktoś miał do niego pretensje. Wszystko, co wiem w tej sprawie, pochodzi głównie z mediów i plotek. Zapytałam partnerkę brata, jak to wyglądało. Mówiła, że pamięta tylko, że jechało za nimi jakieś auto i że ktoś ich śledził. Potem był huk, wybicie szyby i czuć było gaz. Jedyne, co zapamiętała, to że to byli wysocy, rośli mężczyźni. Widziała dwie osoby i słyszała dwa głosy.

Reklama

Siostra zmarłego, dopytywana przez sędziego oraz obronę, przyznała, że jej brat zawsze nosił przy sobie czarną saszetkę, jednak nie wiedziała, co dokładnie w niej przechowywał.  Powiedziała, że w dniu ataku spotkała się z bratem, bo ten miał jej oddać pieniądze za karmę dla psów, którą ona kupiła. Przyznała, że pieniądze wyjął z saszetki. Pytana o to, z czego utrzymywał się jej brat po wyjściu z więzienia, zeznała, że starał się o dotację z powiatowego urzędu pracy na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej. Dodała również, że w codziennym utrzymaniu wspierała go ich matka. Odnosząc się do pytania, czy jej brat mógł mieć w tym czasie jakikolwiek związek z narkotykami, przekonywała, że nie widziała przy nim żadnych środków odurzających. Zaznaczyła, że każdy ma prawo popełnić błąd, a ona wierzyła, że po procesie resocjalizacji nie wróci już do narkotyków.

Obrona: „Przed sądem stoi nie ten człowiek”

Reklama

 Obrońcy Macieja H. przekonują, że na ławie oskarżonych zasiadła osoba, która nie miała żadnego związku z napadem.  – Może nie powinienem tego mówić, ale sprawa jest źle przygotowana. Przecież naszego klienta tam nie było. Tam było dwóch mężczyzn, wie środowisko, którzy to byli – mówi mecenas Ryszard Bafia.

 Adwokat sugerował prokuraturze zawieszenie postępowania i sprowadzenie osób, które jego zdaniem faktycznie miały brać udział w zdarzeniu.  – Nie zrobiono tego i skierowano akt oskarżenia. Co wiadomo w sprawie? Przed sądem stoi nie ten człowiek – oznajmia.

Reklama


Jego zdaniem osoby, które faktycznie odpowiadają za napad na ulicy Dąbrowskiego, są znane organom ścigania. – Problemem jest ustalenie miejsca ich pobytu i to jest obecnie największa przeszkoda w ich przesłuchaniu – twierdzi mecenas. – One wyjechały sobie „na wycieczkę”, w cudzysłowie mówiąc – wyjaśnia.


Obrona twierdzi również, że nie istnieją żadne dowody potwierdzające obecność oskarżonego na miejscu napadu. Mecenas Bafia mówi, że w czasie zdarzenia jego klient przebywał w jednej z miejscowości pod Elblągiem, dokąd przyjechał z innych powodów. To właśnie ten fakt miał stać się podstawą do powiązania go ze sprawą.

Reklama

Według obrony tłem sprawy miały być porachunki między grupami dilerów narkotykowych, które w elbląskim półświatku walczą o wpływy i kontrolę nad terenem.

Oskarżonemu grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż pięć lat albo dożywocie.

Ewelina Gulińska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/04/2026 01:39
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama